30
The last of arms
Postanowiłem ostatnio odpalić tlou2, jako że dostałem to od kumpla za free. Leżało tak na półce 2 lata aż w końcu - z braku laku - zainstalowałem. I już myślałem, że popełnię tu posta o tym jak dobrze ta gra jest zrobiona od strony artystycznej, graficznej (targetem było przecież PS4), muzycznej i inne terefere, ale wczoraj dotarłem do momentu, kiedy musiałem grać tą abominacją z obrazka powyżej. Mam mało czasu na granie, a przejście do tego momentu zajęło mi 14 godzin, więc jest to u mnie jakieś 7 dni grania wieczorami, tym bardziej, że żona też chciała popatrzeć, a sama grać nie zamierzała. 

No i tak kurwa posiedziałem wczoraj do 1 w nocy, dodatkowe 2 godziny, a ta "retrospekcja" z tym she-hulkiem się nie kończyła (kompletnie ją speedrunowałem, z nikim nie rozmawiałem, choć opcji pobocznych rozmówek było od chuja, o wiele więcej niż podczas gry Ellie). Wszedłem więc na reddita i dostałem śledziem w ryj, bo kampania tym troglodytą ma trwać drugie tyle co Ellie, a kończyć miałaby się tym, że spuszczę wpierdol tejże xD 

Także no... Szanując swój czas wyjebalem to z dysku, tym bardziej, że dziś każdy gigabajt na wagę złota.

Szlag by to... Naprawdę miałem Weltschmerz usuwając to, bo do momentu zmiany grywalnej postaci świat gry naprawdę urzekał autentycznością. Sekcja z niekonczącą sie ulewą to dzieło sztuki, czułem się dosłownie zmoknięty grając... W samym wykonaniu jako takim widać po prostu mistrzowską rękę. No ale kurwasz, mam tak "dużo" czasu na granie, że nie będę go marnotrawił na to, co pan neil druckman wysrał na kiblu. Jedyny, maleńki plus jest taki, że nie wydałem na to ani jednego peso.
0.083007097244263