Miotacz śliwek

9
Około 97 rok. Jako gówniarze z kuzynem na Mazurach stwierdziliśmy, że świetną rozrywką jest nabijanie niedojrzałych śliwek na końcówki patyków i wyrzucanie ich na kosmiczne odległości przy poprawnie wykonanym wymachu. I tak radośnie ciskaliśmy śliwkami w różne strony świata, aż przyszła jakaś gruba baba i zaczęła nas wyzywać, że a to ktoś dostał śliwką w łeb, a to gdzieś okno zbite, a to na samochód spadło itd. Ustosunkowaliśmy się do jej wypowiedzi mniej więcej tak, że ma sobie stąd pójść i nie psuć zabawy (tylko innymi słowy). Obrażona odwróciła się na pięcie i ruszyła z fochem. W stronę wyjścia. Z podwórka.
Uznałem że zasadnym będzie posłać ostrzegawczą śliwkę gdzieś w jej kierunku (odległość z 15 do 20 m), aby wielka baba miała pewność, że jej wizyta była bezsensowna. Nabiłem śliwkę i robię zamach kijem (taki na pełnej ku#%ie). Orientuje się w trakcie, że śliwka oderwała się od kija dość późno, w związku z czym leci dość nisko, ale szybko słychać jej świst w powietrzu. Chwila kalkulacji i widzę, że śliwka leci w jej stronę, dokładnie w jej tłustą, falująca niczym skóra na rozgotowanej golonce dupę. Po chwili w powietrzu rozbrzmiewa głuche klaśnięcie, śliwka znika, a wiejskie dresiwo na zadzie naszej dzierlatki nie jest już luźne, tylko napięte, oraz wyraźnie odznacza się granica dzieląca te 2 ogromne "purzyty" - trafienie w oko Saurona sobie myślę... Baba wzięła tak głęboki wdech, że myślałem, że pęknie. Z kuzajem patrzymy na siebie w ciszy, na twarzach mamy wypisane "spier***amy" (jakby to w czymkolwiek pomogło), ale jeszcze stoimy i obserwujemy. Baba odwraca głowę, twarz ma czerwoną, oczy to istne kurwiki i zajebista tętniąca żyła na czole i szyi. Patrzy na nas... I nie powiedziała nic. Naciągnęła portki z jednej strony i wtedy wypady fragmenty śliwki, które schowały się w materiale... Poszła sobie, a za godzinę odwiedza nas moja Mamusia 😃 Rezultat: double-wpi**dol, ale oszczędności nietknięte.
Miotacz śliwek
0.039057016372681