Humor
2 l
9
Czołem ludziska.
Tydzień temu byłem sobie u teściówki wędzić (trzeba zapas mięsiwa przed świtami ogarnąć- ale to inny temat). Wstaję rano by odpalać wędzarnię a ty najpierw trzeba za szuflę chwytać by móc do niej dojść. No nic, ogarnie się. W międzyczasie wędzenia jeszcze 3 razy szufla buła w użyciu bo łazić trzeba a śnieg nie przestaje spadać z nieba.
Po robocie czas wracać do domu do Wrocka (byłem niedaleko Strzegomia). Ale co chwila czytałem komunikaty że autostrada zawalona, korek, odkopana, korek, zawalona i tak cały dzień - padła decyzja- jadę przez wiochy. Trasa na nawigacji wybrana i jazda. Mimo sążnych ilości śniegu (jak na ten czas i okolicę) jechało się całkiem dobrze mimo, że wolniej niż zwykle i wszystko wokół białe. Wszystko oczywiście do czasu. Wyjechałem z kolejnej wiochy, droga między polami- górka. Niby nie jakieś duże nachylenie ale po śniegu trzeba się rozbujać, bo inaczej się nie wjedzie. Niestety dogoniłem wjeżdżającą tam już taksówkę, której kierowca spanikował widząc zjeżdzające z góry inne auto (droga tam była szeroka i coś tam ubita więc lajtowo można by się minąć). To by było za łatwe- ten debil zatrzymał się całkowicie jadąc pod górę po śniegu, na jakimś zadupiu, między polami. Musiałem drastycznie zwolnić doganiając idiote i jak tylko ten z góry wyprzedził to lewy kierunek, klakson i usiłuję odzyskać prędkość i sterowność. Chwila zabawy biegami, sprzegło i gaz w robocie, ale się udało. Kuźwa i taki dekiel będzie się nazywał kierowcą zawodowym (czeste u nich określenie), on całe życie jeździ, ble ble ble a takie zagrożenie sprawia. Na fizyce spał pewnie taki biedaczek:P
Nie wiem co się z nim stało, ja "wdrapałem" sie na górkę i pojechałem dalej. Ostatecznie z niedużym względem normalnego czasu opóźnieniem, dojechałem do Wro.
Chciałem dodać jako komentarz do mema z HoMM3 o warunkach śniegowych ale za duże się rozrosło:P
Tydzień temu byłem sobie u teściówki wędzić (trzeba zapas mięsiwa przed świtami ogarnąć- ale to inny temat). Wstaję rano by odpalać wędzarnię a ty najpierw trzeba za szuflę chwytać by móc do niej dojść. No nic, ogarnie się. W międzyczasie wędzenia jeszcze 3 razy szufla buła w użyciu bo łazić trzeba a śnieg nie przestaje spadać z nieba.
Po robocie czas wracać do domu do Wrocka (byłem niedaleko Strzegomia). Ale co chwila czytałem komunikaty że autostrada zawalona, korek, odkopana, korek, zawalona i tak cały dzień - padła decyzja- jadę przez wiochy. Trasa na nawigacji wybrana i jazda. Mimo sążnych ilości śniegu (jak na ten czas i okolicę) jechało się całkiem dobrze mimo, że wolniej niż zwykle i wszystko wokół białe. Wszystko oczywiście do czasu. Wyjechałem z kolejnej wiochy, droga między polami- górka. Niby nie jakieś duże nachylenie ale po śniegu trzeba się rozbujać, bo inaczej się nie wjedzie. Niestety dogoniłem wjeżdżającą tam już taksówkę, której kierowca spanikował widząc zjeżdzające z góry inne auto (droga tam była szeroka i coś tam ubita więc lajtowo można by się minąć). To by było za łatwe- ten debil zatrzymał się całkowicie jadąc pod górę po śniegu, na jakimś zadupiu, między polami. Musiałem drastycznie zwolnić doganiając idiote i jak tylko ten z góry wyprzedził to lewy kierunek, klakson i usiłuję odzyskać prędkość i sterowność. Chwila zabawy biegami, sprzegło i gaz w robocie, ale się udało. Kuźwa i taki dekiel będzie się nazywał kierowcą zawodowym (czeste u nich określenie), on całe życie jeździ, ble ble ble a takie zagrożenie sprawia. Na fizyce spał pewnie taki biedaczek:P
Nie wiem co się z nim stało, ja "wdrapałem" sie na górkę i pojechałem dalej. Ostatecznie z niedużym względem normalnego czasu opóźnieniem, dojechałem do Wro.
Chciałem dodać jako komentarz do mema z HoMM3 o warunkach śniegowych ale za duże się rozrosło:P