Świat
2 l
15
Nie chciało mi się wczoraj pisać o tym, ponieważ czasami po prostu mam już dość. Gdybyście się zastanawiali co miałem na myśli mówiąc o czymś gorszym niż alkohol lub narkotyki, to była to miłość, uczcie do innej osoby. Nie będę Was wtajemniczał w szczegóły tego co mnie spotkało, bo tu chodzi raczej o uczucie, a nie sytuacje. Każdy z nas pewnie już przez to przechodził. Fajna dziewczyna, kilka wyjść, jakieś smsy, wiadomości itp. Niby na początku nic nie czujesz, taka zwykła znajomość, nic poważnego. I tak po 2-3 miesiącach budzisz się z dziwnym uczucie braku tej osoby mimo że dzień wcześniej się spotkaliście. Jak zawsze powiedzieliście cześć i jak co wieczór położyłeś się spać myśląc o głupotach nie zdając sobie sprawy że to ostatnia taka spokojna noc kiedy będziesz mógł normalnie zasnąć. Gdy dociera do człowieka ogrom sytuacji i szok na który nie był przygotowany, pojawia się pragnienie spędzenia każdej następnej sekundy ze swoją „ukochaną”. Każde spotkanie czy najkrótsza wiadomość przynosi szczęście i radość. Byle powiadomienie powoduje uśmiech. Każdy chyba ma jakąś wiedzę jak to mniej więcej wygląda. Chciałem zarysować trochę obraz tego co mnie spotkało.
Przejdziemy do najważniejszej części tej nudnej historii. Mając depresję czy inny przygnębiający epizod w swoim życiu, taka osoba jest jak terapia, jak lek na wszystko, warta więcej niż jakiekolwiek rady o wyjściu pobiegać. Ktoś z kimś możesz szczerze porozmawiać, pośmiać się, spędzić miło czas albo co najważniejsze, poczuć trochę ciepła przez przytulenie. Nie wiem czy jest coś lepszego jak ten nieintymny kontakt fizyczny. Uczucie bezpieczeństwa i troski w zwykłym kontakcie ciał. Wszystko brzmi tak pięknie i cudownie! Szkoda tylko że takie sceny są w filmach i opowiadaniach innych. Niestety, jak się domyślacie, tu piękna historia się kończy, bo nie jest o mnie. Mnie spotkał tylko początek. Miło spędzony czas. To by było na tyle. Gdy okazało się że nic z tego nie będzie, to nie podejrzewałem że będzie to takie trudne do przyjęcia. Może gdyby spotkał mnie sam zawód miłosny to jakoś bym sobie poradził. Może. Niestety, borykając się jeszcze z depresją mój stan psychiczny momentalnie poleciał. Niczym pstryknięcie palcem, cały sens życia znikł. Od tamtego czasu już nie da się zasnąć spokojnie. Momentalnie głowę zalewają myśli o tym co poszło nie tak, czym zawiniłem. Leżenie i myślenie pół nocy to już standard. Nie da się wstać szczęśliwym lub chociaż zadowolonym. Powiedzieć że życie wywraca się do góry nogami, to nic nie powiedzieć. Może tylko ja tak mam. Po prostu nie byłem na to gotowy. Już nie słucham wesołych piosenek, nie oglądam śmiesznych filmików. Cały mój wolny czas to oglądanie smutnych filmików na insta i słuchanie smutnych i przygnębiających piosenek. Każdej nocy marzę tylko o tym żeby się nie obudzić, żeby to wszystko się już skończyło. Jak widzicie, to jeszcze nie podziałało. Nie bójcie się o moje samobójstwo. Póki co nie mogę ze względu na pewną osobę. Tu skończę. Po prostu mi się już nie chce. Wahania humorów ostatnio częściej mnie odwiedzają. Pozdrawiam wszystkich którym chce się to czytać.
Przejdziemy do najważniejszej części tej nudnej historii. Mając depresję czy inny przygnębiający epizod w swoim życiu, taka osoba jest jak terapia, jak lek na wszystko, warta więcej niż jakiekolwiek rady o wyjściu pobiegać. Ktoś z kimś możesz szczerze porozmawiać, pośmiać się, spędzić miło czas albo co najważniejsze, poczuć trochę ciepła przez przytulenie. Nie wiem czy jest coś lepszego jak ten nieintymny kontakt fizyczny. Uczucie bezpieczeństwa i troski w zwykłym kontakcie ciał. Wszystko brzmi tak pięknie i cudownie! Szkoda tylko że takie sceny są w filmach i opowiadaniach innych. Niestety, jak się domyślacie, tu piękna historia się kończy, bo nie jest o mnie. Mnie spotkał tylko początek. Miło spędzony czas. To by było na tyle. Gdy okazało się że nic z tego nie będzie, to nie podejrzewałem że będzie to takie trudne do przyjęcia. Może gdyby spotkał mnie sam zawód miłosny to jakoś bym sobie poradził. Może. Niestety, borykając się jeszcze z depresją mój stan psychiczny momentalnie poleciał. Niczym pstryknięcie palcem, cały sens życia znikł. Od tamtego czasu już nie da się zasnąć spokojnie. Momentalnie głowę zalewają myśli o tym co poszło nie tak, czym zawiniłem. Leżenie i myślenie pół nocy to już standard. Nie da się wstać szczęśliwym lub chociaż zadowolonym. Powiedzieć że życie wywraca się do góry nogami, to nic nie powiedzieć. Może tylko ja tak mam. Po prostu nie byłem na to gotowy. Już nie słucham wesołych piosenek, nie oglądam śmiesznych filmików. Cały mój wolny czas to oglądanie smutnych filmików na insta i słuchanie smutnych i przygnębiających piosenek. Każdej nocy marzę tylko o tym żeby się nie obudzić, żeby to wszystko się już skończyło. Jak widzicie, to jeszcze nie podziałało. Nie bójcie się o moje samobójstwo. Póki co nie mogę ze względu na pewną osobę. Tu skończę. Po prostu mi się już nie chce. Wahania humorów ostatnio częściej mnie odwiedzają. Pozdrawiam wszystkich którym chce się to czytać.