21
Nauczyciele mają dostać podwyżki na poziomie około 30% od przyszłego roku. W przypadku nauczyciela dyplomowanego daje to 9520zl brutto czyli jakieś 6800zl netto. Mam bratową nauczycielkę. Nie pisze tego z bólu dupy, ale bawi mnie jej radość. 18h pracy tygodniowo plus oklepane sprawdziany które sprawdzą w godzinę dziennie więc niech będzie 23h pracy tygodniowo. Do tego dochodzą 2 miesiące wakacji w których leży brzuchem do góry bo do głowy jej nie przyjdzie inna praca. No więc 9520 x 12 = 114240zl / 10 bo tyle faktycznie pracują = 11400zl netto. Dlaczego bawi mnie jej radość i dlaczego nie mam bólu dupy o zarobki? Ano dlatego, że jest marnym nauczycielem marnego przedmiotu. Z resztą obecnie większość nauczycieli jest marna. Cieszę się bo wiem że dzięki temu zwiększy się poziom kształcenia, a dlaczego? A kto z was nie chciałby zarabiać 114zl/h? Konkurencja się zwiększy już w przyszłym roku przewiduje szturm na kierunki pedagogiczne. Także teraz dyrektorzy szkół nie będą się martwić czy zapełnia wakaty, tym bardziej że gówniarzy coraz mniej. Za to moja bratowa która tak walczyła o srogie podwyżki teraz ja dostanie, ale za 5 lat będzie się martwić czy nie zmienić zawodu, bo będzie za cienka w uszach i za droga. Uważam że ta podwyżka jest niewspółmierna do ich obciążenia. To już nie lata przedwojenne gdzie nauczyciele byli elita, teraz to często kierunek wybierany przez tych co nie wiedzą co ze sobą zrobić i nie chcą pracować w macu lub jak moja bratowa która ma rodziców nauczycieli i nie wiedzieć czemu jej i jej siostrze która też jest nauczycielka wpoili ze to taki miód xD No w każdym razie poza tym zawodem co najwyżej maka bym dla nich widział. Aha dla tych co będą srac że nauczyciel dyplomowany to po 10 latach etc to chuj wam w dupe bo nawet początkujący dostanie 4500zl netto