51
Tak sobie siedzę i myślę, co dalej z tą starą Europą. Teraz UE moim zdaniem przechodzi kryzys tożsamości, opieranie się na OZE kosztem przemysłu, obywateli. Forsowanie tolerancji, imigracji, ekologii które w perspektywie globalnej niekoniecznie są w interesie.  Niemcy i Francja ostro lobbują swój przemysł motoryzacyjny, ale coraz śmielej zapuszczają się tu Chińczycy (jak na przykład MG który póki co ma opinię rewelacyjne w większości - wiem, jest za wcześnie by wyciągać wnioski). Militarnie Europa też mocarstwem nie jest. Mam trochę wrażenie że zjechaliśmy na trochę boczny tor jak to dziecko co zabrali zabawki z piaskownicy i bawi się gdzieś w kącie na swoich zasadach. Ciekawi mnie co wy myślicie, w którym kierunku powinna iść europejska polityka. Czy powinno dojść do rozpadu UE i każde państwo miałoby decydować o sobie, zawierać między sobą sojusze, wszystko na własną rękę. Brzmi to kusząco, ale na dłuższą metę wpływ mocarstw takich jak USA, Chiny czy nawet Indie i Rosja pewnie byłby dość duży i szybko wyszły by zadawnione konflikty. A to o terytorium, a to o prawa mniejszości. Czy może powinniśmy utrzymywać ten status quo, związku luźno zrzeszonych państw, gdzie podejmuje się tylko kluczowe regulacje wpływające na najbardziej krytyczne sektory. A może Europa powinna się silnie scentralizować, coraz bardziej dążąc do jednego bytu, z jedną armią, polityką międzynarodową, rządem. Tak by zatarły się granice, a UE stała się po prostu jednym państwem. To też pewnie miałoby swoje plusy, łatwiej byłoby konkurować z tymi wspomnianymi mocarstwami, regulacje między państwami zniknęły by zupełnie. Ciekawi mnie wasze zdanie, bo ja tak rozmyslając dochodzę do wniosku że każda z tych opcji jest chujowa. Pozdrawiam, wypierdalam i wesołych.
0.13843512535095