Dyskusje ogólne
2 l
84
Elo dzidki
Z racji tego że już nie daje rady, przychodzę do was z porada, bo moze mi odpierdala też i nie patrze na sprawę jasno.
Otóż od ponad 3 lat jestem w związku z kobietą, która ostatnimi czasy zbrzydła mi jak kocie gówno. Na początku naszego związku było bardzo fajnie, ale z biegiem czasu zaczęła mieć zachowania typowo rozkapryszonej dziewczynki, która musi dostać to czego chce i musi być tak jak ona chce, bo inaczej jest foch i ciche dni. Sprawa generalnie się zesrała gdy przeprowadziłem się dla niej do miasta oddalonego o 100km, i mieszkamy razem z jej rodzicami. I tu jest ten duży problem, że dziewczyna nie ma kompletnie swojego zdania, i robi wszystko tak jak jej ojciec nakazuje, przez co nasz związek cierpi, bo ja się stawiam okoniem. A czemu się stawiam, a no temu że widzą we mnie parobka, który ma być od robienia w domu, na podwórku, w ogrodzie, sadzie (jej ojciec ma chore aspiracje i wymyśla sobie będąc na emeryturze gówniane rzeczy i oczekuje ode mnie jako faceta, że będę po pracy zakasać rękawy i zapierdalać na równi z nim, a ja kładę lache, bo nic z tego nie mam).
Do życia oczywiście się dokładam, i nie są na mnie stratni. Dziewczyna pracuje 8h + wieczorami robi jakieś paznokcie, makijaże itp, co kończy się tym że wraca o godzinie 21, pogadamy parę minut, i idzie spać bo jest zmęczona. Weekend zaś to czas na pomaganie tacie w jego chorych ambicjach bo na mnie nie ma czasu. Stała się opryskliwa w stosunku do mnie, bo mam czelność sprzeciwiać się rozkazom ojca, pomimo że z mojej pomocy nigdy nie było głupiego dziękuję, więc to pierdolnąłem.
I tu pytanie, co byście zrobili na moim miejscu? Bo szczerze to mam chęć to pierdolnąć i iść na coś swojego, i tak i tak spędzam czas z samym sobą przez większość czasu, a rozmowa z nią nie przynosi żadnych rezultatów, bo nie widzi w sobie żadnej winy. Nie rozmawia na temat naszej przyszłości, pójścia na coś swojego, bo jej jest dobrze w domu rodzinnym, pomimo że nie raz mówiłem że ja się źle w tym domu czuje, dzieci miec nie chce, nazwiska po mnie nie przejmie w razie ślubu, czuje w sumie że dałem się zeszmacić po części, że dalej w tym tkwię i toleruje jej chimery...
Z racji tego że już nie daje rady, przychodzę do was z porada, bo moze mi odpierdala też i nie patrze na sprawę jasno.
Otóż od ponad 3 lat jestem w związku z kobietą, która ostatnimi czasy zbrzydła mi jak kocie gówno. Na początku naszego związku było bardzo fajnie, ale z biegiem czasu zaczęła mieć zachowania typowo rozkapryszonej dziewczynki, która musi dostać to czego chce i musi być tak jak ona chce, bo inaczej jest foch i ciche dni. Sprawa generalnie się zesrała gdy przeprowadziłem się dla niej do miasta oddalonego o 100km, i mieszkamy razem z jej rodzicami. I tu jest ten duży problem, że dziewczyna nie ma kompletnie swojego zdania, i robi wszystko tak jak jej ojciec nakazuje, przez co nasz związek cierpi, bo ja się stawiam okoniem. A czemu się stawiam, a no temu że widzą we mnie parobka, który ma być od robienia w domu, na podwórku, w ogrodzie, sadzie (jej ojciec ma chore aspiracje i wymyśla sobie będąc na emeryturze gówniane rzeczy i oczekuje ode mnie jako faceta, że będę po pracy zakasać rękawy i zapierdalać na równi z nim, a ja kładę lache, bo nic z tego nie mam).
Do życia oczywiście się dokładam, i nie są na mnie stratni. Dziewczyna pracuje 8h + wieczorami robi jakieś paznokcie, makijaże itp, co kończy się tym że wraca o godzinie 21, pogadamy parę minut, i idzie spać bo jest zmęczona. Weekend zaś to czas na pomaganie tacie w jego chorych ambicjach bo na mnie nie ma czasu. Stała się opryskliwa w stosunku do mnie, bo mam czelność sprzeciwiać się rozkazom ojca, pomimo że z mojej pomocy nigdy nie było głupiego dziękuję, więc to pierdolnąłem.
I tu pytanie, co byście zrobili na moim miejscu? Bo szczerze to mam chęć to pierdolnąć i iść na coś swojego, i tak i tak spędzam czas z samym sobą przez większość czasu, a rozmowa z nią nie przynosi żadnych rezultatów, bo nie widzi w sobie żadnej winy. Nie rozmawia na temat naszej przyszłości, pójścia na coś swojego, bo jej jest dobrze w domu rodzinnym, pomimo że nie raz mówiłem że ja się źle w tym domu czuje, dzieci miec nie chce, nazwiska po mnie nie przejmie w razie ślubu, czuje w sumie że dałem się zeszmacić po części, że dalej w tym tkwię i toleruje jej chimery...