19
Podobno jak kogoś Bóg miłuje to i doświadcza. No przyznać muszę że skurwiel ma nieliche poczucie humoru.

Wymyślił coś takiego jak prozopagnozja i mnie tym obdarzył. Miał jednak trochę litości i dał w wersji lekkiej.

Co to za choroba? Tak zwana ślepota twarzy. Im jest cięższa tym człowiek jest mniej zdolny do rozpoznawania i zapamiętywania twarzy.
U mnie na początku nie było problemu. Dzieciak obraca się głównie w domu rodzinnym i waskiej grupie przyjaciół. Obraz twarzy powtarzany codziennie jakoś zapisuje się w pamięci i dodatkowo kojarzy się z głosem, gestykulacją, kolorem włosów.
Natomiast w szkole problem już zaczynał byc widoczny, po okresie wakacyjnym.
Po dwu miesięcznej przerwie, zapamiętany obraz kasował się niemal do zera. Z 26 osób, po wakacjach byłem w stanie rozpoznać dwie. Przez następne 10 miesięcy uczyłem się ich podonownie.

Malo tego, ja byłem przekonany że wszyscy tak mają.

W liceum była prawie trauma, ale tu już zacząłem coś podejrzewam, że coś nie gra bo nie potrafiłem się szybko wbić do żadnej paczki. 
Było za mało czasu żeby się nauczyć tych ludzi.
W latach 90 nikt takich zaburzeń nie diagnozował, ot po prostu "nie ma pamięci do twarzy " I tyle.
Próbując sobie z tym radzić nauczyłem się perfekcyjnego zapamiętywania innych cech charakterystycznych. Wzrostu, koloru włosów, biżuterii, brzmieniu głosu, charakterystycznych frazach, sposobie poruszania.
Do tego im dłużej byłem w jakiejś grupie tym było lepiej bo codzienne powtarzanie pozwalało zapamiętać.

Dlatego najwięcej czasu spędzałem w sekcji pływackiej. Tam znałem ludzi wiele lat, mogłem ich dodatkowo zapamietywac po stylu pływania, czy stroju  kąpielowym.

Potem przyszły studia i to była masakra. Po zakończeniu sesji letniej są trzy miesiące przerwy i z grupy niemal 50 osób po tym czasie zapomniałem wszystkich. Dokładnie wszystkich.  Serio, przez pomyłkę poszedłem do innego kierunku bo byli pod sala w której my mieliśmy zajęcia.

Beka w chuj.

A nadal nikt w Polsce tego nie diagnozował, więc zacząłem robić notatki o ludziach żeby to ogarnąć.

Po studiach praca. Własna firma potem etaty, dwa razy nawet byłem kierownikiem. 
Musiałem mieć wydrukowane zdjęcia podwładnych żeby ich ze sobą nie mylić. Sporo czasu zajmowało patrzenie w zdjęcia i uczenie się ich na pamięć. 

A potem pracownica zmieniała kolor włosów, zakładała buty na obcasie , nakładała inny makijaż i już chuj.
Mogłem przejść obok niej i nie poznać.

Zdiagnozowano mnie w końcu w 2004 roku i była to mega ulga po trzydziestu latach szarpania się z rzeczywistością.

Moim szczęściem jest to że defekt ma poziom lekki. Kogoś kogo widzę codziennie przez miesiąc,  jestem w stanie rozpoznać przez kolejne cztery dni. Potem obraz się kasuje.

Kogoś kogo znam rok i widuje codziennie rozpoznam i po dwóch tygodniach .

Ludzie którzy mają to schorzenie na ciężkim poziomie, co rano budzą się w łóżku przy nowej kobiecie. Chyba że naucza się ją rozpoznawać po głosie.

Absolutnie najgorszy epizod jaki mi się trafił, to to jak zapomniałem twarzy swojej dziewczyny. Całkiem zapomniałem. Pół nocy siedzialem i pomimo wysiłku nie potrafi sobie przypomnieć jak ona wyglądała. Zaczyna się wtedy wątpić czy naprawdę zależy Ci na tej osobie skoro nie potrafisz wbić  jej sobie w pamięć.

Z drugiej strony kiedyś mi laska powiedziała że jestem idealny na ons bo nie ma ryzyka że ją będę stalkował.
Ale to marna pociecha.

Dlatego warto się zdiagnozować pod tym kątem i nauczyć trzech  dobrych praktyk bo inaczej można wpaść w depresję.

Pierwsza to zdjęcia. Dzieci, żona, znajomi, dalsza rodzina a nawet byle partnerki. Raz na tydzień muszę przejrzeć katalog z opisami.

Druga to informowanie rozmówcy. Jak kogoś widzę pierwszy raz to od razu zaznaczam że nie zapamiętam jego twarzy więc jeżeli jutro mamy cos załatwiać to niech po prostu przyjdzie i powie o co chodzi.

Trzecia, to spotkanie na teamsie bo tam każda twarz jest podpisana.

I to tyle.
0.067997932434082