19
Jest godzina 17.27, siedzę na kiblu. Jestem zawieszony w czyśćcu codzienności. Gdzieś za drzwiami trwa dynamiczna proza popołudniowej codzienności, żonka z dzieckiem przetaczają się między pomieszczeniami, wykonując zwykłe czynności. Ja nie, ja jestem odcięty. Jestem w momencie długiego wydechu po powrocie do domu, czuje każdy przepracowany mięsień i przeładowaną bodźcami komórkę w mózgu. Ładuje się. Razem z zamknięciem zwieracza odbytu i spadnięciem ostatnich kropel moczu z penisa biorę wdech. Mięśnie z powrotem się dyscyplinują, a sploty neuronów z nową energią przekazują sobie informacje. Wstaję, podciągam gacie i wychodzę. Mój świat rusza i synchronizuje się ze światem zewnętrznym. Łapie dziecko w przelocie, całuje żonę i idę składać pranie. Działam! 
0.28008008003235