12
Siemka. Ostatnio mam trochę czasu i postanowiłem coś napisać. Jakąś fantastykę. Standardowo elfy, ludzie, krasnoludy, magia i inne takie. Tu macie fragment i oceńcie, chętnie zapoznam się z waszymi opiniami.
Około dwa tuziny chłopców stało na placu. Jeden obok drugiego, w szeregu. Wszyscy patrzyli w ziemię. Odziani byli jedynie w pozszywane byle jak płócienne łachmany, które bardziej przypominały worki na ziemniaki niż stroje dla ludzi. Słońce dopiero wstawało, było zimno i chłopcy trzęśli się. Stopy mieli gołe i brudne, poharatane i naznaczone długą wędrówką, a tuż nad stopami, w rytm trzęsących się od zimna ciał, pobrzękiwał stalowy łańcuch. Wszyscy mieli łyse głowy. Żaden z nich nie miał więcej niż czternaście wiosen, choć kilku wyglądało na starszych, byli wyżsi i tężsi od reszty, mieli już zarost. To byli młodzi Bamowie, przedstawiciele rolniczego ludu z południa ludzkich ziem, o których legendy prawią, że są potomkami gigantów. Nie wolno jednak o tym wspominać, zwłaszcza tu, na zachodzie, tak bliskim Velfii, krajowi elfów.
Plac na którym stali był jednym z rynków dużego miasta, Tef. Było to miejsce, gdzie raz w miesiącu zatrzymywała się karawana niewolników należąca do niejakiego Gronera i jego organizacji. Za plecami młodzieńców wznosił się wysoki na kilkanaście metrów ni to krzak, ni to drzewo, ni to budynek, ot typowy przykład elfickiej architektury, magicznie zmodyfikowane drzewo, zwane Elfim Drzewem, służące za siedzibę Komitetu i zawierające mieszkania dla jego członków. W jego koronie ukryty był wielki dzwon, którego bicie obwieszczało początek i koniec dnia. Ten na placu dopiero co przestał bić. Ludziom wolno swobodnie poruszać się tylko w czasie mniej więcej od wschodu do zachodu słońca. Po wieczornym i przed porannym biciem dzwonu jest to kategorycznie zabronione, wyjątek stanowią osoby ze specjalnym upoważnieniem wydanym przez Komitet. Taki glejt, w postaci opalizującego kamienia, posiadali wszyscy łowcy Gronera. Młodzi ludzie zebrani na placu już stracili rachubę ile tam stoją, ale udrękę zaczęły osładzać im promienie słońca, które już unosiło się nad ludzkimi kamienicami otaczającymi ryneczek.
Plac na którym stali był jednym z rynków dużego miasta, Tef. Było to miejsce, gdzie raz w miesiącu zatrzymywała się karawana niewolników należąca do niejakiego Gronera i jego organizacji. Za plecami młodzieńców wznosił się wysoki na kilkanaście metrów ni to krzak, ni to drzewo, ni to budynek, ot typowy przykład elfickiej architektury, magicznie zmodyfikowane drzewo, zwane Elfim Drzewem, służące za siedzibę Komitetu i zawierające mieszkania dla jego członków. W jego koronie ukryty był wielki dzwon, którego bicie obwieszczało początek i koniec dnia. Ten na placu dopiero co przestał bić. Ludziom wolno swobodnie poruszać się tylko w czasie mniej więcej od wschodu do zachodu słońca. Po wieczornym i przed porannym biciem dzwonu jest to kategorycznie zabronione, wyjątek stanowią osoby ze specjalnym upoważnieniem wydanym przez Komitet. Taki glejt, w postaci opalizującego kamienia, posiadali wszyscy łowcy Gronera. Młodzi ludzie zebrani na placu już stracili rachubę ile tam stoją, ale udrękę zaczęły osładzać im promienie słońca, które już unosiło się nad ludzkimi kamienicami otaczającymi ryneczek.
Tef to duże ludzkie miasto położne przy granicy z Velfią. Kiedyś posiadało ono nazwę Leśna Góra pochodzącą właśnie od wielkiej góry wznoszącej się nad nim. Na owej górze stał majestatyczny zamek, po którym dziś została już tylko sterta gruzów. Odkąd władze w regionie przejęły elfy, a miało to miejsce niecałe sto lat temu, zamek został opuszczony, a wstęp do niego zabroniony. Budowla niszczała i po czasie obróciła się w gruz. Dziś Elfie Drzewa pełnią rolę ratuszy i siedzib dostojników, oczywiście elfickich. Ludzie i elfy nigdy nie żyli ze sobą w zgodzie, zawsze były między nimi jakieś niesnaski często kończące się wyprawami zbrojnymi. Jednakże około wieku temu Elfy odkryły coś, co pozwoliło im przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Była to magia pozwalająca zaklinać przedmioty tak, by maksymalizować profity z ich używania. Elfy zaklinały wszystko, począwszy od przedmiotów codziennego użytku takich jak noże, które tępiły się dużo wolniej, młoty dzięki którym zwykły cherlak mógł kuć stal niczym siłacz, ubrania które nadawały dodatkowych cech swoim użytkownikom, zwiększały się ich funkcje ochrony przed zimnem czy gorącem, aż po broń. Można sobie łatwo wyobrazić jaką rewolucją było odkrycie zaklinanie. Dzięki magii Velfia pod rządami Królowej Matki stała się potęgą, zarówno militarną, bo któż oparłby się armii wyposażonej w magiczny pancerz i uzbrojenie, jak i gospodarczą, bo zaklęte przedmioty kupowane były również przez ludzi, którzy nie sadzili, że korzystając z nich, kręcą na siebie bat. Z czasem elfie wpływy stawały się coraz większe, wprost proporcjonalnie do ich majątków. Zaczęli wykupować oni ludzkie ziemie i interesy, przekupywać ludzkich polityków aż w końcu w całości przejąć władzę na zachodzie ludzkich terytoriów. Za pomocą propagandy i pieniędzy spolaryzowali ludzkie społeczeństwa wmawiając jednym, że są lepsi od drugich. Podżegali podległe już sobie plemiona do walki z tymi których nazywali dzikusami, barbarzyńcami i ciemniactwem. Oczywiście zaopatrywali ich też w magiczne pancerze i uzbrojenie mające za zadanie pomóc „swoim” ludziom w walce z tymi, którzy nie chcieli podporządkować się elfom. Powstała organizacja Gronera, która od blisko dwudziestu lat specjalizuje się w najazdach na nie podporządkowane ludzkie wsie, morduje chłopstwo i porywa ich dzieci, by te następnie trafiły w elfią niewolę. Dziewczynki głównie mordowanie są na miejscu, nierzadko przy okoliczności grupowych gwałtów, czego Groner nie pochwala i zdążyły się nawet pewne pokazowe procesy i wydalenia za takie wysepki, ale tylko dlatego, że któraś sprawie udało się przeniknąć do świadomości elfów, które twierdzą, że brzydzą się czymś takim. Co ładniejsze dziewczęta, takie które szef eskapady uzna za „zdatne” trafiają do niewoli elfów i wyższych dostojników ludzkich takich jak sam Groner, gdzie zostają nałożnymi służkami w czym ci już nie widzą nic złego. Chłopcy zaś trafiali do karawan, gdzie skuci łańcuchami szli tygodniami w kierunku Velfii, by tam poznać swoje przeznaczenie.
Promienie słońca padały już bezpośrednio na pochylone głowy chłopców, gdy przez bramę targową zaczęły przemieszczać się tłumy. Dziś był targ niewolników i elfność nadciągała, by zaopatrzyć się w nowych parobków, pomagierów, służących i robotników. Na plac gdzie zatrzymała się karawana zmierzał właśnie elf imieniem Trun Lagfeld, mistrz zaklinania trzeciego stopnia, właściciel tefijskiego warsztatu zaklinackiego położonego na skraju dzielnic handlowej i Śródmieścia, w którym to mieszkali najznamienitsi mieszkańcy miasta, głównie elfy, choć normą było, że w miastach leżących po ludzkiej stronie znajduje się jeszcze sporo majętnych ludzi...
Promienie słońca padały już bezpośrednio na pochylone głowy chłopców, gdy przez bramę targową zaczęły przemieszczać się tłumy. Dziś był targ niewolników i elfność nadciągała, by zaopatrzyć się w nowych parobków, pomagierów, służących i robotników. Na plac gdzie zatrzymała się karawana zmierzał właśnie elf imieniem Trun Lagfeld, mistrz zaklinania trzeciego stopnia, właściciel tefijskiego warsztatu zaklinackiego położonego na skraju dzielnic handlowej i Śródmieścia, w którym to mieszkali najznamienitsi mieszkańcy miasta, głównie elfy, choć normą było, że w miastach leżących po ludzkiej stronie znajduje się jeszcze sporo majętnych ludzi...