100
Już po rozmowie trochę jaja trochę niedosyt, ale po kolei:
Od samego wejścia widać było, że Pani dyrektor stara się strasznie wyniośle i z góry traktować mnie i żonę, bardzo oschłe dzień dobry i oburzenie w głosie przy słowach "proszę siadać" porównywalne z tonem jakim wydaje się polecenie psom, ale zęby zaciśnięte prawie szczery uśmiech na ustach i zaczynamy.
Słyszymy o tym że zachowanie syna jest absolutnie nie dopuszczalne i brak szacunku wobec drugiej osoby tak mocno uzewnętrznione w tak młodym wieku każe się zastanowić nad przyszłością syna i tym na kogo może wyrosnąć. Jeśli natomiast chodzi o szkołę nie mogą pozwolić na jakiekolwiek przejawy rasizmu i właśnie na to słowo czekałem I od razu klasnąłem dłonią o stół i wszedłem w słowo pytając co ma na myśli używając słowa rasizm, a ona mi na to żebym nie był śmieszny bo chyba doskonale rozumiem że słowa syna są przejawem nienawiści na tle rasowym i przynależności narodowej.
Od razu zapytałem szanownej Pani dyrektor czy uważa że w dzisiejszych czasach przy tak okrojonej i ostrożnej formie uczenia młodego pokolenia wartości patriotycznych i przy znajomości podstawy programowej z klas 1-3 można oskarżyć dziecko o świadome działania o podłożu rasistowskim?
Oczywiście natychmiast uniosła się tym że dziecko w takim razie musiało wynieść takie wartości z domu!
Na szczęście na to również byłem przygotowany w postaci zdjęć z ostatnich wakacji i wspólnego grilla z czarnoskórą rodziną w ośrodku wypoczynkowym w Hiszpanii i naszego syna uśmiechniętego trzymającego się za ramię z czarnoskórym rówieśnikiem (swoją drogą dzieciak miał na imię Charlie a mój syn całe wakacje wolał go "czarny Charlie" ale zarówno mały Bambo jak i jego rodzice uważali to za jakieś słodkie zdrobnienie imienia swojej pigmentododatniej pociechy)
Wracając do tematu dyrektor już nieco zbita z tropu mówi w takim razie że słowa mimo wszystko są straszne i należy jakoś ukarać chłopca.
Na co jedynie odparłem że syn nie może odpowiadać za słowa powiedziane w gniewie będąc doprowadzonym do ostateczności.
Tu znów wybuchła że gniew nie jest tłumaczeniem i nie może być powodem do takiego (tu się na długo zacięła usilnie próbując nie użyć słowa rasizm) zachowania.
Znów zapytałem jej czy ktoś wyzywając kierowcę który mu zajeżdża drogę od skurwysna automatycznie oświadcza że ruchał mu matkę dając za to pieniądze na potwierdzenie swoich słów.
Długa długa cisza (żona czerwona jak semafor) od razu kontynuowałem czy będą zatem wyciągnięte jakieś konsekwencje wobec tamtego za kopanie mojego syna.
Tu lekkie oprzytomnienie i stwierdzenie że przecież dzieci się czasem "popychają"
Od razu mówię że w takim razie zabronię synowi wyzwisk ustnych tylko następnym razem każe mu zrzucić gnoja z ławki i kopać dopóki nie przeprosi. Skoro oni nie reagują i bardzo chętnie ten brak reakcji zgłoszę do kuratorium.
Słowo to było jak rażenie gromem momentalnie wezwano do nas chłopców i chciano ich zmusić do przeproszenia się wzajemnego na oczach dyrektora i naszych tu złapałem syna gdy już przyszli i głośno zaznaczając każde słowo pozwolę mu przeprosić za swoje słowa dopiero gdy usłyszę przeprosiny za kopanie dyrektorka już cała czerwona próbowała coś wtrącić ale uprzedził ją młody Sasha czy huj wie jak to kozackie nasienie miało na imię i wyciągając rączkę przeprasza syna za swoje nogi (serio użył takiego określenia) dyrektorka oczy w słup gębę zatrzasnęła i to byłby koniec tej historii.
Żona trochę niezadowolona uważa że kilka określeń wywołało u niej wstyd.
Czekam aż pójdzie na drugą zmianę do roboty, a wtedy młody ze mną i resztą rodzeństwa idzie dzisiaj na pizzę i lody.
0.065423011779785