31
A wiec tak.
Wypalenie zawodowe spowodowane (przede wszystkim) mobbingiem w bialych rekawiczkach, ktory trudno udowodnic. Praca sie nie klei, nie moge sie za nic zabrac albo zabieram z grubymi oporami. Stres, zaburzony sen, obnizony nastroj, chujowsze zycie rodzinne - klasyk. Kasa zajebista, szansa na awans za, podejrzewam, maks pol roku na jedno z najwyzszych stanowisk w firmie. Jestem na skraju i wtajemniczeni mowia, ze mam pierdolic wszystko i isc na 2 miesieczne L4 na glowe. Ale tu nastepujace dylematy:
1. jak pojde, to trzeba bedzie wrocic, a ja nie chce robic tego, co robie - zbrzydlo mi wszystko, co sie z ta rola wiaze (ci ludzie, ktorzy mi zapewniaja "wrazenia" w pracy by sie na szczescie w tym czasie wymienili) 
2. tego typu absencja moze negatywnie wplynac na moj awans, bo przypna mi latke "nie daje rady", a ten awans to bylaby taka ucieczka w przod; druga sprawa ze ciazy na mnie gruby projekt, ktory tez sie moze pojsc jebac i latka tym bardziej bedzie "adekwatna"
3. dwa miechy L4 na glowe to za krotko na znalezienie nowej pracy, bo, he he, w tym miescie nie ma pracy dla ludzi z moim wyksztalceniem.
Niby jestem na finiszu tej chujni (awans za rogiem), ale naprawde uchodzi ze mnie zycie i zaraz moja wydajnosc spadnie na tyle, ze mnie sami wyjebia, a nie o to chodzi - nie chce przepalac oszczednosci bez czegos innego na widoku.
Wezcie napiszcie swoje przemyslenia / spostrzezenia / sposoby podejscia do takowej sytuacji. Bo jutro trzeba wstac do roboty, a ja nie wiem czy dam rade XD Za wszelaki wklad sle gorace wypierdalac.
0.054993152618408