25
Albo jestem nie tak paskudny jak myślę i wzbudzam zaufanie, albo o wiele paskudniejszy niż myślę i wzbudzam współczucie jak menel. 

Wyjątkowo przyszło mi dziś korzystać ze zbiorkomu, normalnie nim nie jeżdżę. Biletomat się wiesza jakby chciał odpalić Gothica na Pentium I, a autobus już odjeżdża- dobra, spróbuję w środku kupić. Tam oczywiście moje szczęście znowu dopisuje- automat tylko zbliżeniowo, wypierdalaj z tą neandertalską gotówką, smutna żabo. Tel niby jest, ale zastępczy, w tym nie mam płatności czy apek. Ale tak się rozglądam, może by się z jakimś pasażerem dogadać, on mi kupi, ja mu oddam gotowiznę, nawet z naddatkiem: win-win. Pytam więc babeczkę co stała obok akurat (nawet taka classy, stylówka korporacyjna, wiek to albo późne 20 albo wczesne 30) i składam "trade offer".

No i mi kupiła telem na zbliżenie, wręczam tego piątaka w zamian, może już być bez reszty, ale nie chce przyjąć, mimo nalegań "nie lubię gotówki". Proponuję, że może w takim razie przelewem oddam jak wrócę do domu - też odmawia. Mimo że już trochę od tej sytuacji minęło, wciąż mnie gryzie. I nie lubię być dłużny, będzie mi teraz to siedzieć
0.055250883102417