58
to i tak nic nie zmieni
Ten autobus i cała ta rzekoma troska to tylko próba poprawienia i ocieplenia wizerunku. Czy naprawdę sądzicie, że to cokolwiek zmieni? To dzięki koniom i dorożkom ruch turystyczny jest tam na tak wysokim poziomie. Zainwestowano w parkingi i system sprzedaży biletów, pobierane są opłaty za wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN), a ceny w schroniskach z marżami na jedzenie i piwo, są na kosmicznym poziomie.

Przecież jeśli nie będzie dorożek, to i do Zakopanego mniej ludzi przyjedzie na weekendy, ponieważ przejazdzka fasiągiem jest dla nich integralną cześcią ich górskiej przygody. Nie będą przecież wszyscy chodzili pieszo. Taki "turysta dorożkowy" jest mile widziany - zapłaci z parking, kupi sobie i dzieciom kiczowate pamiątki z Chin, przejedzie się dorożką, wypije kilka piw w schronisku nad Morskim Okiem, wróci na Krupówki po więcej kiczowatych pamiątek i zje w restauracji. To jest dla regionu wartościowy turysta, a nie ktoś, kto przyjedzie pociągiem z plecakiem pełnym prowiantu, będzie spał na glebie w schronisku i zniknie w Tatrach na kilka dni, omijając Zakopane szerokim łukiem.

Brak koni to brak pieniędzy. Nie tylko dorożkarze stracą dochody, ale także TPN straci na sprzedaży biletów wstępu i opłatach za parking, schronisko nad Morskim Okiem straci niezliczoną liczbę klientów, a miasto straci podatki, bo górale zwiną "interes dorożkowy". Jeśli będą chcieli utrzymać podobną ilość turystów wwożonych autobusami, to ile będą musieli ich kupić? 10? 15? 20? Przy cenach elektrycznych autobusów czas zwrotu inwestycji pewnie będzie absolutnie nie do przyjęcia, ponieważ wytworzy to wyrwę w budżecie na długie lata. A teraz pieniądze płyną szerokim strumieniem, a że czasami jakiś koń padnie to trudno. Jest to poświęcenie na które górale są gotowi, gdy chodzi o pieniądze....
0.074685096740723