45
Pracując dzisiaj w piwnicy (nie mieszkam tam xD) znalazłem takiego małego friena. Biedak wpadł do wysokiego wiaderka i chyba już pogodził się ze śmiercią. Prawie się nie ruszał, tylko oddychał. Skropilem mu pyszczek wodą i widziałem jak zdziwiony odzyskuje nadzieję. Cuciłem go, aż stanął na wlasnych łapkach. Potem napił się wody z zakrętki i skubnął drobno skruszonego jabłuszka. Jest bardzo słaby i chodzi niezdarnie, wręcz się czołga, ale żyje. Odłożyłem go pod pobliski krzaczek. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie.
Teraz w domu się ze mnie śmieją, że jestem głupi, bo to szkodnik, ale nie mogłem patrzeć jak cierpi. Zagroziłem, że jak któryś go tknie to zapierdole, a że mam prawie dwa metry wzrostu i jestem przypakowany to wszyscy siedzą teraz cicho.
Trzymaj się mały przyjacielu ;)
Teraz w domu się ze mnie śmieją, że jestem głupi, bo to szkodnik, ale nie mogłem patrzeć jak cierpi. Zagroziłem, że jak któryś go tknie to zapierdole, a że mam prawie dwa metry wzrostu i jestem przypakowany to wszyscy siedzą teraz cicho.
Trzymaj się mały przyjacielu ;)