Świat
2 l
408
Tak wyglądała budowa domu jeszcze w latach 90tych. Najpierw dzialka wydzielona z jakiegos pola albo przepisana przez dziadkow/rodzicow. Pozniej "zalatwienie" pozwolenia i planu, ktory bedzie tylko inspiracją do faktycznego wygladu domu :)Pozniej robienie samemu popoludniami i w wolne soboty pustakow ze szlaki i "załatwionego z roboty" cementu w formie i na stole wibracyjnym pozycznym od Zdzicha z wioski obok, ktory to sobie ten stol "zalatwil z roboty" kilka lat wczesniej ;) Nastepne etapy to ugadanie terminu z ojcem, stryjkiem, dziadkiem, bratem i szwagrem na kopanie fundamentow/zalewanie fundamentow/ murarke/ zalewanie stropu itd. Zakup wodki ew zalatwienie bimbru na ta okazje. Do Zalewania stropu potrzebne tez byly deski, ktore powstaly rok wczesniej z "zalatwionego drewna z pobliskiego lasu". Nastepnie nalezalo tez zalatwic wiecej cementu i drut na zbrojenie. Oczywiscie lopaty, kielnie, mlotki itd byly "zalatwione z roboty" w przeciwienstwie do betoniarki, ktorą "zalatwil" dziadek 30 lat wczesniej. Zatrzymujac sie ma chwile przy betoniarce to silnik byl juz przewijany conajmniej trzy razy gdyz betoniarka postawila juz jakies 30 domow i kilkanascie stajni i garazy. Oczywiscie nalezalo tez "zalatwic" stemple z lasu. Sam proces budowy byl zawsze podobny. Od 6 rano na budowie gral juz kasprzak, z ktorego o wlasciwej godzinie wydobywala sie wesola, znana wszystkim melodia z audycji "lato z radiem". A zapomnialbym, piasek przyjechal furmanka z dolu w pobliskim lesie, a woda w metalowej, ocynkowanej beczce z pobliskiej rzeki. Glownym paliwem napedowym dla pracownikow byly papierosy caro lub walet. W domu kobiety produkowaly juz kotlety na obiad oraz przygotowywaly sie psychicznie na wieczorny wianek ;) Byly to ciekawe czasy majace swoj urok. Pomimo kontrowersyjnego "załatwiania" różnych rzeczy, ktory to zwyczaj stworzyla komuna to ludzie byli duzo zaradniejsi niz dzis