Dyskusje ogólne
2 l
20
Dzisiaj o życiu. Tak ogólnie.
Wmawia się nam dzisiaj, że każdy ma jakąś traumę z przeszłości. Że każdy ma coś, co musi przepracować, żeby pójść dalej w swoim życiu.
I dlatego każdy wysyła każdego do psychologa albo psychiatry.
Wmawiamy sami sobie, że nie da się samemu ogarnąć własnego życia.
No ale jakoś się da.
Jakiś czas temu, nie tak dawno, podczas jaranka z kumplami, doszedłem do wniosku, że nie mogę nic zrobić, aby nie mieć mojej matki za plecami.
Albo ojca.
Jedno z dwóch.
Ciągle. Przez całe życie, co bym nie zrobił zawsze mogłem na nich liczyć, zawsze mnie chronili i zawsze miałem gdzie wrócić. Zawsze był ten back-up. Pomimo tego, zauważyłem, że to nie było wyjście. Właśnie dzięki ich podejściu do mnie, podchodziłem do życia z takim przekonaniem, że nie ważne co będę robił, zawsze mogę wrócić do punktu wyjścia.
I za to jestem zły. Za to jebane rozpieszczanie i brak przygotowania do prawdziwego świata.
Dzisiejsza puenta?
Nie wychowuj dziecka zakazując mu wszystkiego, albo nadopiekuńczością. Trzeba znaleźć ten złoty środek. Wiem, że się boisz, ale w ten sposób wychowasz życiową spierdolinę. Gnoja, który będzie z tobą aż do śmierci, wołając o colę i coś do jedzenia...
Daj dziecku żyć swoim życiem.
"Zapomniał wół, jak cielęciem był..."
Twoim jednym i jedynym zadaniem jest obserwacja tego gnojka, i pilnowanie, żeby nie zrobił sobie krzywdy. To jest całe wychowanie. To wszystko, co musisz robić.
Wmawia się nam dzisiaj, że każdy ma jakąś traumę z przeszłości. Że każdy ma coś, co musi przepracować, żeby pójść dalej w swoim życiu.
I dlatego każdy wysyła każdego do psychologa albo psychiatry.
Wmawiamy sami sobie, że nie da się samemu ogarnąć własnego życia.
No ale jakoś się da.
Jakiś czas temu, nie tak dawno, podczas jaranka z kumplami, doszedłem do wniosku, że nie mogę nic zrobić, aby nie mieć mojej matki za plecami.
Albo ojca.
Jedno z dwóch.
Ciągle. Przez całe życie, co bym nie zrobił zawsze mogłem na nich liczyć, zawsze mnie chronili i zawsze miałem gdzie wrócić. Zawsze był ten back-up. Pomimo tego, zauważyłem, że to nie było wyjście. Właśnie dzięki ich podejściu do mnie, podchodziłem do życia z takim przekonaniem, że nie ważne co będę robił, zawsze mogę wrócić do punktu wyjścia.
I za to jestem zły. Za to jebane rozpieszczanie i brak przygotowania do prawdziwego świata.
Dzisiejsza puenta?
Nie wychowuj dziecka zakazując mu wszystkiego, albo nadopiekuńczością. Trzeba znaleźć ten złoty środek. Wiem, że się boisz, ale w ten sposób wychowasz życiową spierdolinę. Gnoja, który będzie z tobą aż do śmierci, wołając o colę i coś do jedzenia...
Daj dziecku żyć swoim życiem.
"Zapomniał wół, jak cielęciem był..."
Twoim jednym i jedynym zadaniem jest obserwacja tego gnojka, i pilnowanie, żeby nie zrobił sobie krzywdy. To jest całe wychowanie. To wszystko, co musisz robić.