Hobby
2 l
4
Przybycie:
Podrażnione oczy i suchość w ustach to pierwsze co poczułem po odzyskaniu świadomości. Ludzka mowa której nie rozumiałem dobiegała do mnie zewsząd. Podniosłem głowę. Leżałem na plaży, spokojne fale obmywały mi stopy, kontrastowały z pokrzykiwaniem pełnym gniewu i strachu. Zrozumiałem, że istnieje zagrożenie którego nie jestem świadomy. Sama obserwacja grupy przekonywała mnie o tym. Mężczyźni w różnym wieku, różnego pochodzenia i postury, wszyscy jednak ubrani jednakowo. Próbowałem się podnieść, udało mi się tylko niezgrabnie podeprzeć. Język zdawał się być totalnie suchy, ale to nie robiło mi różnicy, sądząc po docierających krzykach i rozmowach i tak nikt by mnie nie zrozumiał, inni posługiwali się nieznanym mi językiem. Otarłem twarz z piasku, najwyraźniej musiałem leżeć już jakiś czas w tej pozycji.
Zastanawiałem się, czy tylko ja trafiłem do wody? Jeśli tak, to dlaczego? Inne szaty były praktycznie czyste, białe. Moja szara i poszarpana, bose stopy. Idąc powoli wzdłuż plaży słyszałem jak ludzie pokrzykują w moją stronę, potem zaczęli chwytać mnie za ramię, aby mnie zatrzymać lub o coś prosić. Kiedy wzrok wrócił do normy, zauważyłem jak niektórzy z tych ludzi próbują się ukryć. Tuż za linią piasku plaży znajdował się pas wyżłobień. Jakby w litej miedzianej bryle, rozciągniętej wokół wyspy razem z plażą jak obrączka, najdowały się wgłębienia, podobne tym, które wykonują pszczoły w plastrze miodu.
Te jednak były okrągłe i na tyle duże, by większość ludzi wcisnęła się w nie w pojedynkę, co zresztą robili. Na wierzchu każdego otworu znajdował się kamień.
Wyglądem przypominał ociosany kryształ, który pod wpływem światła rozgwieżdżonego nieba mienił się żyłą jakiegoś srebrzystego minerału. Niektórzy unosili kamień samemu, inni podważali go czy działali w grupie. Nie rozumiałem jednak dlaczego. Kilka osób od razu rzuciło się do ucieczki w głąb wyspy.
Gdy moje oczy dostosowały się do ciemności, w oddali między wzgórzami dostrzegłem wysokie budowle, które jak średniowieczne świątynie piętrzyły się wysoko nad linią drzew.
Podrażnione oczy i suchość w ustach to pierwsze co poczułem po odzyskaniu świadomości. Ludzka mowa której nie rozumiałem dobiegała do mnie zewsząd. Podniosłem głowę. Leżałem na plaży, spokojne fale obmywały mi stopy, kontrastowały z pokrzykiwaniem pełnym gniewu i strachu. Zrozumiałem, że istnieje zagrożenie którego nie jestem świadomy. Sama obserwacja grupy przekonywała mnie o tym. Mężczyźni w różnym wieku, różnego pochodzenia i postury, wszyscy jednak ubrani jednakowo. Próbowałem się podnieść, udało mi się tylko niezgrabnie podeprzeć. Język zdawał się być totalnie suchy, ale to nie robiło mi różnicy, sądząc po docierających krzykach i rozmowach i tak nikt by mnie nie zrozumiał, inni posługiwali się nieznanym mi językiem. Otarłem twarz z piasku, najwyraźniej musiałem leżeć już jakiś czas w tej pozycji.
Zastanawiałem się, czy tylko ja trafiłem do wody? Jeśli tak, to dlaczego? Inne szaty były praktycznie czyste, białe. Moja szara i poszarpana, bose stopy. Idąc powoli wzdłuż plaży słyszałem jak ludzie pokrzykują w moją stronę, potem zaczęli chwytać mnie za ramię, aby mnie zatrzymać lub o coś prosić. Kiedy wzrok wrócił do normy, zauważyłem jak niektórzy z tych ludzi próbują się ukryć. Tuż za linią piasku plaży znajdował się pas wyżłobień. Jakby w litej miedzianej bryle, rozciągniętej wokół wyspy razem z plażą jak obrączka, najdowały się wgłębienia, podobne tym, które wykonują pszczoły w plastrze miodu.
Te jednak były okrągłe i na tyle duże, by większość ludzi wcisnęła się w nie w pojedynkę, co zresztą robili. Na wierzchu każdego otworu znajdował się kamień.
Wyglądem przypominał ociosany kryształ, który pod wpływem światła rozgwieżdżonego nieba mienił się żyłą jakiegoś srebrzystego minerału. Niektórzy unosili kamień samemu, inni podważali go czy działali w grupie. Nie rozumiałem jednak dlaczego. Kilka osób od razu rzuciło się do ucieczki w głąb wyspy.
Gdy moje oczy dostosowały się do ciemności, w oddali między wzgórzami dostrzegłem wysokie budowle, które jak średniowieczne świątynie piętrzyły się wysoko nad linią drzew.