Hobby
2 l
5
Również skierowałem swoje kroki w tamtą stronę. Zorientowałem się, że prawie wszyscy już zdążyli się ukryć bądź oddalić znacznie w zieloną roślinność. Jeszcze raz objąłem wzrokiem całe wybrzeże. Ostre skały bieliły się i piętrzyły na mieliźnie. Zerwał się wiatr. Zadrżała ziemia, spłoszone ptactwo które zerwało się z drzew do lotu ledwo odznaczało się na tle zachmurzonego nieba. W oddali dostrzegłem wysokie postacie zmierzające w moim kierunku.
Dwa razy lub więcej wyższe od rosłego mężczyzny, muskularne sylwetki które na głowy wciśnięte miały bryły jak ostrosłupy, a na nich liczne symbole z poświatą niebieskiego koloru swoim wyglądem wzbudzały przerażenie. Kiedy jeden z nich wydłubał kamień, by wyciągnąć jednego z ukrytych mężczyzn, a potem oberwał mu nogi i wrzucił do wody, strach ścisnął mi żołądek. Ku mojemu przerażeniu inne postacie poszły w ślady pierwszego. Z otwartymi ustami i wybałuszonymi oczami oglądałem jak rozrywają kolejnych. Nie zjadali zwłok, bawili się nimi obrywając kończyny, czasem rzucając nimi do wody a czasem na drzewa, które wyglądały jak przeklęte choinki. Nacierali się krwią swoich ofiar, jakby w narkotycznym transie, a krew kontrastująca z ich ciałem ukazała kolor ich skóry, który był taki sam jak kolor piasku plaży. Ciemne niebieskie szaty łopotały im na wietrze.
Nawet nie dostrzegłem jak niektórzy z krzykiem mijali mnie pędząc w przerażeniu na oślep. Dopiero kiedy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, by ciągnąć z całej siły jak nieboskie stworzenie, wyrwałem się z zamarcia i ruszyłem pędem nim zdążyłem przyjąc do świadomości to co się stało. Nie chciałem podzielić losu tych, którzy usilnie strali się ukryć.
Dwa razy lub więcej wyższe od rosłego mężczyzny, muskularne sylwetki które na głowy wciśnięte miały bryły jak ostrosłupy, a na nich liczne symbole z poświatą niebieskiego koloru swoim wyglądem wzbudzały przerażenie. Kiedy jeden z nich wydłubał kamień, by wyciągnąć jednego z ukrytych mężczyzn, a potem oberwał mu nogi i wrzucił do wody, strach ścisnął mi żołądek. Ku mojemu przerażeniu inne postacie poszły w ślady pierwszego. Z otwartymi ustami i wybałuszonymi oczami oglądałem jak rozrywają kolejnych. Nie zjadali zwłok, bawili się nimi obrywając kończyny, czasem rzucając nimi do wody a czasem na drzewa, które wyglądały jak przeklęte choinki. Nacierali się krwią swoich ofiar, jakby w narkotycznym transie, a krew kontrastująca z ich ciałem ukazała kolor ich skóry, który był taki sam jak kolor piasku plaży. Ciemne niebieskie szaty łopotały im na wietrze.
Nawet nie dostrzegłem jak niektórzy z krzykiem mijali mnie pędząc w przerażeniu na oślep. Dopiero kiedy ktoś chwycił mnie za nadgarstek, by ciągnąć z całej siły jak nieboskie stworzenie, wyrwałem się z zamarcia i ruszyłem pędem nim zdążyłem przyjąc do świadomości to co się stało. Nie chciałem podzielić losu tych, którzy usilnie strali się ukryć.