Dyskusje ogólne
2 l
60
Cześć dzidki i dziduchny
Ostatnio posypało mi się życie, rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem około 9 lat (w zasadzie to ona rozstała się ze mną) i uświadomiłem sobie, że nie mam nic, nie mam prawka, nie mam samochodu, nie mam mieszkania, mieszkam z chorym członkiem rodziny, którego utrzymuję w zasadzie od kiedy zacząłem pracować, wzrostem nie grzeszę, prostymi zebąmi też nie, mam pracę, której bardzo kurwa nie lubię, a w dodatku nie jestem zbyt rozmownym człowiekiem, generalnie nic nie warty człowiek. 30 tuż tuż i czuję się jak śmieć na dnie, jakbym stracił za dużo czasu i pozostanie mi już tylko stanie w tym miejscu.
Mieliśmy ze sobą w końcu zamieszkać. Czemu dopiero po tylu latach? Nigdy finansowo mi się nie powodziło, a utrzymanie kogoś + próba wynajmu czegoś swojego to spore koszty, ale myślę, że największą przeszkodą było moje tchórzostwo. Gdybym był trochę bardziej odważny, gdybym nie uciekał od odpowiedzialności, to pomimo problemów finansowych udało by się uwić jakieś gniazdko. Naprawdę teraz byłem gotowy, chciałem ruszyć do przodu i budować przyszłość, ale było już za późno.
Wiele problemów, które wyszły podczas szczerej rozmowy z moją ex były po mojej stronie - mój charakter i moje zachowania. Dużo z nich mógłbym jeszcze naprawić, ale ona była już zdecydowana. Najgorsze, że to nie była pusta dziewczyna, tylko faktycznie miała zasady, swój system wartości - tradycjonalistka, co w tych czasach jest raczej rzadkie, chciała być żoną, mieć dzieci, taka, z którą chcesz budować coś więcej, a ja to wszystko, po prostu, po ludzku, spierdoliłem. W sumie sam nie wiem jakim cudem udało mi się ją utrzymać tak długo.
Nie powodzi mi się w życiu, finansowo zarabiam średnią krajową, ale utrzymanie chorej osoby, która nie pracuje (nie jest w stanie) sprawia, że tak naprawdę z wypłaty zostaje mi mniej. Wielu rzeczy się boję, bardzo dystansuję się od ludzi, nie potrafię ich utrzymać, a co dopiero nawiązywać nowych, czasami w kontaktach jestem po prostu dziwakiem, nie wiem czy to strach, nieprzystosowanie, czy co.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jest tyle rzeczy, które muszę poprawić, zdobyć, kim muszę się stać, a nawet nie wiem jak zacząć. Mam taki napad motywacji, że coś zrobię, coś zmienię, ale nie umiem się za to zabrać, przytłacza mnie to.
Czuję się sam, czuję się źle, jestem zmęczony sobą i życiem, a jedyna osoba, z którą chciałem iść dalej właśnie mnie zostawiła. Mam dość.
Czemu to wszystko napisałem na stronie ze śmiesznymi obrazkami? Sam nie wiem, żeby pokazać innym, że nie mają najgorszej sytuacji? Żeby pokazać innym, że nie tylko oni mają przejebane? Żeby ktoś mi doradził? Chyba wszystko po trochu, albo sam próbuję się oszukać.
Ktokolwiek doczytał do końca, dziękuję za przeczytanie tych wypocin.
A tymczasem wypierdalam
Ostatnio posypało mi się życie, rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem około 9 lat (w zasadzie to ona rozstała się ze mną) i uświadomiłem sobie, że nie mam nic, nie mam prawka, nie mam samochodu, nie mam mieszkania, mieszkam z chorym członkiem rodziny, którego utrzymuję w zasadzie od kiedy zacząłem pracować, wzrostem nie grzeszę, prostymi zebąmi też nie, mam pracę, której bardzo kurwa nie lubię, a w dodatku nie jestem zbyt rozmownym człowiekiem, generalnie nic nie warty człowiek. 30 tuż tuż i czuję się jak śmieć na dnie, jakbym stracił za dużo czasu i pozostanie mi już tylko stanie w tym miejscu.
Mieliśmy ze sobą w końcu zamieszkać. Czemu dopiero po tylu latach? Nigdy finansowo mi się nie powodziło, a utrzymanie kogoś + próba wynajmu czegoś swojego to spore koszty, ale myślę, że największą przeszkodą było moje tchórzostwo. Gdybym był trochę bardziej odważny, gdybym nie uciekał od odpowiedzialności, to pomimo problemów finansowych udało by się uwić jakieś gniazdko. Naprawdę teraz byłem gotowy, chciałem ruszyć do przodu i budować przyszłość, ale było już za późno.
Wiele problemów, które wyszły podczas szczerej rozmowy z moją ex były po mojej stronie - mój charakter i moje zachowania. Dużo z nich mógłbym jeszcze naprawić, ale ona była już zdecydowana. Najgorsze, że to nie była pusta dziewczyna, tylko faktycznie miała zasady, swój system wartości - tradycjonalistka, co w tych czasach jest raczej rzadkie, chciała być żoną, mieć dzieci, taka, z którą chcesz budować coś więcej, a ja to wszystko, po prostu, po ludzku, spierdoliłem. W sumie sam nie wiem jakim cudem udało mi się ją utrzymać tak długo.
Nie powodzi mi się w życiu, finansowo zarabiam średnią krajową, ale utrzymanie chorej osoby, która nie pracuje (nie jest w stanie) sprawia, że tak naprawdę z wypłaty zostaje mi mniej. Wielu rzeczy się boję, bardzo dystansuję się od ludzi, nie potrafię ich utrzymać, a co dopiero nawiązywać nowych, czasami w kontaktach jestem po prostu dziwakiem, nie wiem czy to strach, nieprzystosowanie, czy co.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jest tyle rzeczy, które muszę poprawić, zdobyć, kim muszę się stać, a nawet nie wiem jak zacząć. Mam taki napad motywacji, że coś zrobię, coś zmienię, ale nie umiem się za to zabrać, przytłacza mnie to.
Czuję się sam, czuję się źle, jestem zmęczony sobą i życiem, a jedyna osoba, z którą chciałem iść dalej właśnie mnie zostawiła. Mam dość.
Czemu to wszystko napisałem na stronie ze śmiesznymi obrazkami? Sam nie wiem, żeby pokazać innym, że nie mają najgorszej sytuacji? Żeby pokazać innym, że nie tylko oni mają przejebane? Żeby ktoś mi doradził? Chyba wszystko po trochu, albo sam próbuję się oszukać.
Ktokolwiek doczytał do końca, dziękuję za przeczytanie tych wypocin.
A tymczasem wypierdalam