41
Właśnie wróciłem z kina i chcę się podzielić wrażeniami, jestem cekaw jakie są wasze opinie?

*******UWAGA SPOILERY********

Generalnie szedłem z nastawieniem, że pewnie kolejna kupa zrobiona pod "współczesną widownię", obsada składająca się z kolorowych dzieciaków i reżyser, którego widziałem 2 filmy (dobry evil dead i nędzny don't breath), więc moje oczekiwania nie były zbyt wysokie. I co? I kurwa zdziwko:) Poniżej moje spostrzeżenia, wnioski zostawiam wam:
- Technicznie to najlepszy obcy. Koniec i kropka. Tam gdzie musiano użyć cgi, efekty są zajebiste. Tam gdzie widzimy xenomorfy skorzystano z animatroniki - efekt jest genialny. Dźwięk to mistrzostwo świata. Jedyny zgrzyt to postać Rooka - ja rozumiem, że reżyser chciał uhonorować Iana Holma, ale to kurwa wygląda jak filtr z apki na komórkę zrobionej przez 13-letniego hindusa...
- Aktorzy - spoko. Bałem się młodego wieku ekipy, ale podczas seansu ani razu mi to nie przeszkadzało. Nic nie stwarzało wrażenia wrzuconego na siłę. Co mnie zaskoczyło to fakt, że najlepiej moim zdaniem zagrał czarny, wcielający się w androida - praktycznie odwalił 2 różne role w filmie. Moim zdaniem jeszcze będzie o nim głośno.
- Scenografia - miód na oczy. Czysty retrofuturyzm znany z pierwszej części serii oraz gry alien:isolation. Ale jest też minus - chyba budżet nie był za wysoki bo często i gęsto aktorzy latają po tych samych pokojach/korytarzach/szybach wind. Tą ostatnią w pewnym momencie już rzygałem. A gniazdo wyglądało jak z tego mema o czymś, co mamy w domu.
- Jest sporo odniesień do innych części obcego, większość fajnie wplecionych ale niektóre totalnie bez sensu (np. cytat z Ripley z dwójki albo "pocałunek" z trójki)
- Atmosfera - no tu jest tak sobie, bo film wg. mnie straszny nie był, ale mówię to z perspektywy kogoś, kto zjadł zeby na tym uniwersum i widok facehuggerów/xenomorfów mnie nie rusza. Pewnie nowy widz faktycznie poczuje dyskomfort, dla mnie kilka jumpscarów to za mało
- Scenariusz - ogólnie ok, ale jest kilka pomniejszych głupot: obcy to chyba wpierdalają teścia i omkę na kilogramy bo rosną jak na drożdżach, kilka minut i jest w pełni rozwinięty. Niektóre ich akcje też lekko dziwne (np. łapanie głownej bohaterki ogonem). Zastanawia mnie też, jak stacja mogła zostać przejęta przez obcych, skoro jedna laska z bieda-smartgunem hurtowo robi z nich sieczkę. Ale najgorszy jest finał - na huk ten motyw z prometeusza (czarna maź i hybryda z dupy o wyglądzie inżyniera)? Wg. mnie kompletnie zbędne. No i mój osobisty hit - wycieraczki szyby w statku kosmicznym:) Przyczepię się też trochę do tego, jak rozwija się film - przez połowę nie dzieje się nic, a od momentu wejścia do pomieszczenia z facehuggerami nagle szaleństwo i jazda bez trzymanki, 

Summa summarum filmowi do ideału daleko ale jak na 5-tą część cyklu (albo 7-mą, zależy jak liczyć) jest zaskakująco przyzwoity, dla mnie tuż po jedynce, dwójce i trójce w wersji assembly cut. O czwórce zapominamy a potworki pokroju prometeusza i przymierza dla mnie nie istnieją. Czy mogło być lepiej? Oczywiście. Czy mogło być gorzej? Patrząc na dzisiejsze kino - zdecydowanie. Ode mnie 6.5-7/10, film zdecydowanie lepszy od nowego deadpoola, gdzie reżyser zapomniał dodać jakąkolwiek fabułę.
0.070291996002197