Wracam do domu.
Matka krzyczy od progu, drze ryja.
- co znowu? - pytam.
- do ciebie! - odpowiada.
Niczym barman, puszcza kopertę wzdłuż stołu i wraca do robienia mizerii.
Walkę o uwagę matki przegrałem z ogórkami gruntowymi, ignoruje mnie kompletnie.
Zabieram list i zamykam się w pokoju.
„Z przyjemnością informujemy, że zakwalifikował się pan do drugiego etapu rekrutacji na stanowisko asystenta w Urzędzie Miasta.”
Od kawy bez limitu i srania na koszt podatnika dzieli mnie jedynie dzień próbny. A podobno po politologii nie ma pracy.
Eleganckie spodnie, stonowana koszula i starannie ułożone włosy. Spinki do mankietów z flamingami dla kontrastu.
Na ostatni etap idę pewny wygranej, jak kaleka w polskim talent show.
Wchodzę.
- proszę chwileczkę poczekać. - sekretarka nie oderwała wzroku od komputera.
Mhm.
- zaraz ktoś przyjdzie.
Czekam.
(Reinke, Kadlec...)
- jeszcze minutka.
- Ok.
(Kuka, Marschall, Sforza...)
Wrodzony autyzm zaczyna recytować w mojej głowie zwycięski skład Kaiserslautern z sezonu 97/98. Uśmiecham się do siebie.
Z zamyślenia wyrywa mnie miauczenie.
To przyszedł kotek Wrocek, influencer i internetowy celebryta.
Próbuję zaskarbić sobie jego sympatię mielonką z kanapek matki.
- Wrocek jest wegetarianinem. - strofuje mnie baba.
- on o tym wie?
- zalecenie pana Jacka.
- to czym go karmicie?
Jagoda (bo tak ma na imię) wskazuje leżącą na ziemi miskę pełną gotowanych warzyw i makaronu w kształcie literek. Wzdycham głęboko.
- koty nie trawią skrobi. - mówię cicho. Nawet nie wiem czy to prawda.
Dębowe drzwi otwierają się z hukiem.
Do pokoju wpada Prezydent Wrocławia, pan Jacek Sutryk.
- gdzie dziś p--------e?
- yy?
- no tramwaj jaki, która linia?
- dziesiątka.
- dziesiątka była wczoraj, ja obstawiam śródmieście. Zakład o stówę? - uścisnęliśmy sobie dłonie. Byłem jednym z nich.
Czas mijał szybko.
Ekipa była wyluzowana, piliśmy kawę i graliśmy w CS’a 1.6 na LANie.
Nie chciałem źle wypaść, więc stłumiłem w sobie chęć kampienia.
Do pokoju wbiegła Jagoda...
Koniec części pierwszej
Matka krzyczy od progu, drze ryja.
- co znowu? - pytam.
- do ciebie! - odpowiada.
Niczym barman, puszcza kopertę wzdłuż stołu i wraca do robienia mizerii.
Walkę o uwagę matki przegrałem z ogórkami gruntowymi, ignoruje mnie kompletnie.
Zabieram list i zamykam się w pokoju.
„Z przyjemnością informujemy, że zakwalifikował się pan do drugiego etapu rekrutacji na stanowisko asystenta w Urzędzie Miasta.”
Od kawy bez limitu i srania na koszt podatnika dzieli mnie jedynie dzień próbny. A podobno po politologii nie ma pracy.
Eleganckie spodnie, stonowana koszula i starannie ułożone włosy. Spinki do mankietów z flamingami dla kontrastu.
Na ostatni etap idę pewny wygranej, jak kaleka w polskim talent show.
Wchodzę.
- proszę chwileczkę poczekać. - sekretarka nie oderwała wzroku od komputera.
Mhm.
- zaraz ktoś przyjdzie.
Czekam.
(Reinke, Kadlec...)
- jeszcze minutka.
- Ok.
(Kuka, Marschall, Sforza...)
Wrodzony autyzm zaczyna recytować w mojej głowie zwycięski skład Kaiserslautern z sezonu 97/98. Uśmiecham się do siebie.
Z zamyślenia wyrywa mnie miauczenie.
To przyszedł kotek Wrocek, influencer i internetowy celebryta.
Próbuję zaskarbić sobie jego sympatię mielonką z kanapek matki.
- Wrocek jest wegetarianinem. - strofuje mnie baba.
- on o tym wie?
- zalecenie pana Jacka.
- to czym go karmicie?
Jagoda (bo tak ma na imię) wskazuje leżącą na ziemi miskę pełną gotowanych warzyw i makaronu w kształcie literek. Wzdycham głęboko.
- koty nie trawią skrobi. - mówię cicho. Nawet nie wiem czy to prawda.
Dębowe drzwi otwierają się z hukiem.
Do pokoju wpada Prezydent Wrocławia, pan Jacek Sutryk.
- gdzie dziś p--------e?
- yy?
- no tramwaj jaki, która linia?
- dziesiątka.
- dziesiątka była wczoraj, ja obstawiam śródmieście. Zakład o stówę? - uścisnęliśmy sobie dłonie. Byłem jednym z nich.
Czas mijał szybko.
Ekipa była wyluzowana, piliśmy kawę i graliśmy w CS’a 1.6 na LANie.
Nie chciałem źle wypaść, więc stłumiłem w sobie chęć kampienia.
Do pokoju wbiegła Jagoda...
Koniec części pierwszej