Dyskusje ogólne
2 l
53
Pojebane to jest. Ja nawet nie lubie chigcht'a za bardzo, a jakoś mi tu bez niego pusto. Dawno nie słyszałam też Meep'a. W sumie to akurat dobrze. Ostatnio chyba znowu nawaliło dzieciaków z kwejka, każda sprzeczka zamiast standardową gównoburzą, że ktoś mi matkę wyrucha (co i tak jest okropne, to już starsza kobiecina, ale jednak jest to w granicach normy tej strony) kończy się jakimś pojebanym wyzywaniem mojej matuli od białoruskich kurew, a na to nie pozwolę!
Mam dość. Od roku leków nie biorę, zwykle jest spoko, ale dwa dni temu pochowaliśmy bliską osobę. Wygląda na to, że została zamordowana, prokurator o dziwo też nie olał sprawy tylko zaczął coś grzebać w temacie. Od pogrzebu nie mogę się ogarnąć. Wracam z pracy, sprzątam, zmywam, ogladam od paru dni debatę na YT po 10 minut dziennie, bo nie mam siły, potem padam na ryj do łóżka, nie mogę zasnąć, nad ranem kimam na chwilę, śnią mi się koszmary, rano ledwo się dowlekam do pracy, nie mam na nic siły, przewijam jbzd i nawet coraz mniej mnie obchodzi co się dzieje. Ryczę bez powodu co chwilę, bo piosenka poleciała smutna, albo bo pada deszcz. Ja lubię deszcz! Mam ochotę parę dni popatrzeć w sufit bez celu.
Chyba sobie zrobię przerwę od wszystkiego. Może poczytam Biblię, albo apokryfy, ktoś coś poleci? Byle tylko nie te gówniarskie wyzwiska pod adresem mojej mamy. Kurwa jak ja się cieszę, że ona jeszcze żyje. Patrzyłam na syna nieboszczki na pogrzebie i tam kiedyś będę ja stać. Nie wiem czy zniosę jak kiedyś mi matuś odejdzie. Nie chcę nawet tego dożyć.
Mam dość. Od roku leków nie biorę, zwykle jest spoko, ale dwa dni temu pochowaliśmy bliską osobę. Wygląda na to, że została zamordowana, prokurator o dziwo też nie olał sprawy tylko zaczął coś grzebać w temacie. Od pogrzebu nie mogę się ogarnąć. Wracam z pracy, sprzątam, zmywam, ogladam od paru dni debatę na YT po 10 minut dziennie, bo nie mam siły, potem padam na ryj do łóżka, nie mogę zasnąć, nad ranem kimam na chwilę, śnią mi się koszmary, rano ledwo się dowlekam do pracy, nie mam na nic siły, przewijam jbzd i nawet coraz mniej mnie obchodzi co się dzieje. Ryczę bez powodu co chwilę, bo piosenka poleciała smutna, albo bo pada deszcz. Ja lubię deszcz! Mam ochotę parę dni popatrzeć w sufit bez celu.
Chyba sobie zrobię przerwę od wszystkiego. Może poczytam Biblię, albo apokryfy, ktoś coś poleci? Byle tylko nie te gówniarskie wyzwiska pod adresem mojej mamy. Kurwa jak ja się cieszę, że ona jeszcze żyje. Patrzyłam na syna nieboszczki na pogrzebie i tam kiedyś będę ja stać. Nie wiem czy zniosę jak kiedyś mi matuś odejdzie. Nie chcę nawet tego dożyć.