Dyskusje ogólne
2 l
4
Wielu z was, wielokrotnie, pytało mnie o moje życie.
"Skąd masz tyle ciekawych opowieści...";
"Jak to jest, że na każdą głupią dzidę masz odpowiedź...";
Dziś, nadszedł ten dzień. Wyjaśnię wam wszystko. Jak na spowiedzi. Żadnych kłamstw.
Otóż wszystko zaczęło się w 1866, gdy jako jeden z pionierów dotarłem do nowego świata, zwanego "AMERYKĄ"...
Nie było lekko. Na początku było nas dziewiętnaścioro,(Wiem - Trudne słowo, ale łatwo je przeczytać sy-la-ba-mi...) ledwie dawaliśmy radę.
Bój z kojotem był trudny.
Z szopem jeszcze trudniejszy.
Nawet na noże.
Ciężko to sobie wyobrazić, ale te skuczybyki naprawdę dobrze potrafiły operować nożami - Jakbyś walczył z jakimś pierdolonym ninja...
Jednak najtrudniejsza była walka z łosiem... Każda mogła być tą ostatnią(Te pizdy nawet nie umiały chwycić noża...).
Ale to każda walka, o pieczone mięso łosia, była jeszcze trudniejsza. Każdy z nas był głodny - I był w stanie zrobić wszystko, byle coś zjeść...
Jedliśmy tyle co nic, a nawet mniej.
Każdy z nas dbał tylko o siebie i o swoich.
Jak to wspominam, to aż mam łzy w oczach, ale każdy rodzic, każdy z nich(Tak jak dziś tu jestem - Jak bonie dydy...) odejmował jedzenie od ust swoich dzieci, żeby tylko się najeść...
Po niekrótkim czasie, szybko zrobiła się z nas spora gromada, gdy w okresie głodu dołączyła do nas rodzina z Irlandii. Liam i Fiona, a wraz z nimi, dwanaścioro ich dzieci - Tylko dzięki temu mieliśmy co jeść...
Ich dzieciaki dobrze polowały(Wiem co pomyślałeś, zwyrodnialcu...)
W tym czasie żyliśmy jak królowie:
Na śniadanie - Mięso;
Na drugie śniadanie - Mięso;
Na obiad - Mięso;
Na deser - Mięso;
Na podwieczorek - Mieso;
Na kolację - Warzywa(Staraliśmy się odżywiać zdrowo.).
Lecz nasza idylla skończyła się zbyt szybko.
Ciapaci... Tfu... Wróć... INDIANIE... - Szybko skapnęli się, że polujemy na ich terenach.
Nie było odwrotu, albo my, albo oni...
Ciężko było nam poświęcić wszystko to, co wypracowaliśmy, zwłaszcza dzieci...
Ale albo my - Albo one...
Indianie okazali się nawet mili... Za nasze dzieci, dali nam konie - I do dziś tego nie rozumiem, bo Liam i Fiona za swoje czworo dzieci(Tylko tyle przeżyło, a ja nic nie wiem, o żadnym kanibaliźmie), dostali aż cztery konie, a po chuj im aż tyle było?; Skoro mieli tylko przenośny piec i cztery namioty?
(Ja dostałem tylko jednego konia, sukę, nazwałem ją Iskierka)
No nic to... Nie chowałem osobistej urazy zbyt długo, zwłaszcza, że w krótkim czasie odziedziczyłem przenośny piec, 5kg mięsa z łosia, kilka noży, siekierę i cztery namioty...
W międzyczasie, zanim się zorientowałem, nadszedł rok 1899.
Wtedy już żyłem w wielkim mieście, obracałem wielkimi pieniędzmi, ale dalej brakowało mi ojczyzny.
Sprzedałem wszystko co miałem i kupiłem za to tyle złota, ile była w stanie udźwignąć Iskierka.
"Skąd masz tyle ciekawych opowieści...";
"Jak to jest, że na każdą głupią dzidę masz odpowiedź...";
Dziś, nadszedł ten dzień. Wyjaśnię wam wszystko. Jak na spowiedzi. Żadnych kłamstw.
Otóż wszystko zaczęło się w 1866, gdy jako jeden z pionierów dotarłem do nowego świata, zwanego "AMERYKĄ"...
Nie było lekko. Na początku było nas dziewiętnaścioro,(Wiem - Trudne słowo, ale łatwo je przeczytać sy-la-ba-mi...) ledwie dawaliśmy radę.
Bój z kojotem był trudny.
Z szopem jeszcze trudniejszy.
Nawet na noże.
Ciężko to sobie wyobrazić, ale te skuczybyki naprawdę dobrze potrafiły operować nożami - Jakbyś walczył z jakimś pierdolonym ninja...
Jednak najtrudniejsza była walka z łosiem... Każda mogła być tą ostatnią(Te pizdy nawet nie umiały chwycić noża...).
Ale to każda walka, o pieczone mięso łosia, była jeszcze trudniejsza. Każdy z nas był głodny - I był w stanie zrobić wszystko, byle coś zjeść...
Jedliśmy tyle co nic, a nawet mniej.
Każdy z nas dbał tylko o siebie i o swoich.
Jak to wspominam, to aż mam łzy w oczach, ale każdy rodzic, każdy z nich(Tak jak dziś tu jestem - Jak bonie dydy...) odejmował jedzenie od ust swoich dzieci, żeby tylko się najeść...
Po niekrótkim czasie, szybko zrobiła się z nas spora gromada, gdy w okresie głodu dołączyła do nas rodzina z Irlandii. Liam i Fiona, a wraz z nimi, dwanaścioro ich dzieci - Tylko dzięki temu mieliśmy co jeść...
Ich dzieciaki dobrze polowały(Wiem co pomyślałeś, zwyrodnialcu...)
W tym czasie żyliśmy jak królowie:
Na śniadanie - Mięso;
Na drugie śniadanie - Mięso;
Na obiad - Mięso;
Na deser - Mięso;
Na podwieczorek - Mieso;
Na kolację - Warzywa(Staraliśmy się odżywiać zdrowo.).
Lecz nasza idylla skończyła się zbyt szybko.
Ciapaci... Tfu... Wróć... INDIANIE... - Szybko skapnęli się, że polujemy na ich terenach.
Nie było odwrotu, albo my, albo oni...
Ciężko było nam poświęcić wszystko to, co wypracowaliśmy, zwłaszcza dzieci...
Ale albo my - Albo one...
Indianie okazali się nawet mili... Za nasze dzieci, dali nam konie - I do dziś tego nie rozumiem, bo Liam i Fiona za swoje czworo dzieci(Tylko tyle przeżyło, a ja nic nie wiem, o żadnym kanibaliźmie), dostali aż cztery konie, a po chuj im aż tyle było?; Skoro mieli tylko przenośny piec i cztery namioty?
(Ja dostałem tylko jednego konia, sukę, nazwałem ją Iskierka)
No nic to... Nie chowałem osobistej urazy zbyt długo, zwłaszcza, że w krótkim czasie odziedziczyłem przenośny piec, 5kg mięsa z łosia, kilka noży, siekierę i cztery namioty...
W międzyczasie, zanim się zorientowałem, nadszedł rok 1899.
Wtedy już żyłem w wielkim mieście, obracałem wielkimi pieniędzmi, ale dalej brakowało mi ojczyzny.
Sprzedałem wszystko co miałem i kupiłem za to tyle złota, ile była w stanie udźwignąć Iskierka.
Biegła galopem aż tydzień, ale wreszcie dotarliśmy do Polski. W Szczecinie najadła się owsem i ruszyła dalej.
Gdy dotarliśmy do Gdańska, w 2009 roku(Odcinek Szczecin-Gdańsk był bardzo trudny ze względu na osoby chcące się ze mną napić...), Iskierka była tak samo rada jak ja.
Nareszcie dom - Pomyśleliśmy oboje.
Całe złoto zainwestowałem w bardzo dobrze prosperującą firmę "Amber Gold", a Iskierkę postanowiłem wysłać na zasłużoną emeryturę - W końcu dobrze się sprawiała przez te wszyskie lata - Więc znalazłem ośrodek dla koni o nazwie "Rzeźnia koni Rawicz".
I mam nadzieję, że(Jak sama nazwa mówi) do końca jej dni, będzie jej tam rześko...
Gdy dotarliśmy do Gdańska, w 2009 roku(Odcinek Szczecin-Gdańsk był bardzo trudny ze względu na osoby chcące się ze mną napić...), Iskierka była tak samo rada jak ja.
Nareszcie dom - Pomyśleliśmy oboje.
Całe złoto zainwestowałem w bardzo dobrze prosperującą firmę "Amber Gold", a Iskierkę postanowiłem wysłać na zasłużoną emeryturę - W końcu dobrze się sprawiała przez te wszyskie lata - Więc znalazłem ośrodek dla koni o nazwie "Rzeźnia koni Rawicz".
I mam nadzieję, że(Jak sama nazwa mówi) do końca jej dni, będzie jej tam rześko...
A tak całkiem serio:
W chuj przeżyłem;
Sporo piłem;
Rzadko odmawiałem znajomym wyjścia z domu, a nie zawsze mi się chciało z nimi umawiać;
Zawsze, gdy chciałem zostać w domu, pytałem siebie: "A jakbyś wyszedł, to co by się mogło stać?" - Często byłem zawiedziony, ale dalej mam co wspominać.
Po prostu bawiłem się życiem, czego i wam życzę, byście mieli co opowiadać dzieciom, albo wnukom.
"Życie masz jedno, wykorzystaj je jak dziwkę" - Nie pamiętam, kto mi to powiedział, ale było to ponad 10 lat temu, i miał rację...
W chuj przeżyłem;
Sporo piłem;
Rzadko odmawiałem znajomym wyjścia z domu, a nie zawsze mi się chciało z nimi umawiać;
Zawsze, gdy chciałem zostać w domu, pytałem siebie: "A jakbyś wyszedł, to co by się mogło stać?" - Często byłem zawiedziony, ale dalej mam co wspominać.
Po prostu bawiłem się życiem, czego i wam życzę, byście mieli co opowiadać dzieciom, albo wnukom.
"Życie masz jedno, wykorzystaj je jak dziwkę" - Nie pamiętam, kto mi to powiedział, ale było to ponad 10 lat temu, i miał rację...