67
Dziś po raz pierwszy i ostatni doświadczyłem jazdy zestawem przy 36-godzinnym niedoborze snu. Niestety, tak się to jakoś ułożyło. Wysłałem córkę do żłobka, a ona złapała jakieś choróbsko, przez co musiałem pilnie odstawić żonę z dzieckiem do szpitala. W efekcie nie spałem przeszło 36 godzin, a mimo to musiałem skończyć pracę. Trasa była prosta: z Warszawy do Poznania i z powrotem.

Jazda po alkoholu to nic w porównaniu do tego. Na prostej trasie aż trzy razy złapałem się na tym, że zjeżdżam w kompletnie przypadkowym kierunku. W pewnym momencie odzyskiwałem świadomość i orientowałem się, że jadę źle, zajmując pas do zjazdu, na przykład na MOP lub do jakiejś wioski wzdłuż autostrady. Najgorsze jest to, że przy takim niedoborze snu nie da się tego w żaden sposób kontrolować. Człowiek słucha muzyki, podcastu czy radia, próbując się czymś zająć, ale mimo to nagle znajduje się na pasie, na którym nie powinno go być.
0.091276884078979