Dziś zrobię dzidkę, jakiej nie robiłem, a mam ich niewiele, więc to nie sztuka.
Tematem jest demografia Polski i jej pochodne.
Wszyscy słyszymy, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci i zastępowalność pokoleń jest poniżej zera, a dzietność kobiet w wieku rozrodczym oscyluje w przybliżeniu 1,2. Politycy i 'specjaliści' szukają przyczyn i rozwiązań. Jak wiemy z marnym skutkiem.
Ja chcę przedstawić zgoła inną opinię niż tzw. 'specjaliści', a tym bardziej gówno warci politycy i kiepsko rozeznani dziennikarze.
Tematem jest demografia Polski i jej pochodne.
Wszyscy słyszymy, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci i zastępowalność pokoleń jest poniżej zera, a dzietność kobiet w wieku rozrodczym oscyluje w przybliżeniu 1,2. Politycy i 'specjaliści' szukają przyczyn i rozwiązań. Jak wiemy z marnym skutkiem.
Ja chcę przedstawić zgoła inną opinię niż tzw. 'specjaliści', a tym bardziej gówno warci politycy i kiepsko rozeznani dziennikarze.
Tu jest wykres, który przedstawia - mniej- więcej - to o czym mówił, w swoim podcaście na kanale Zero, profesor Andrzej Nowak. W skrócie chodziło o to, że 3-krotnie spadła liczba urodzeń od 1956. Pominął on, niestety, że od 1946 do 1973 roku w PRL było bykowe (można na Wiki sprawdzić). Nie wskazał też pomysłu na rozwiązanie problemu.
Pomijając tę wibitna postać dla polskiej historiografii, warto zauważyć pewną korelację - od, circa about, 1989r w Polsce zaczęła być dostępna antykoncepja. Tania, ogólnodostępna i skuteczna.
I tu jest pies pogrzebany (admin odwal się od truchła). Od tego momentu dzietność spada lawinowo. Warunki ekonomiczne nie sprzyjają, ale to kiepski argument. W Afryce są gorsze, a dzietność na maxa.
I teraz przechodzę do hipotezy tej marnej rozprawki - poziom dzietności nie jest związany z warunkami ekonomicznymi, ale z wygodą życia połączoną z możliwością antykoncepcji.
Ludzie wolą żyć wygodnie, niż mieć dzieci, to prawda znana od wieków, ale dopiero w poprzednim stuleciu w krajach rozwiniętych została wprowadzona na masową skalę w życie.
Teraz recepta. Nie spodoba się prawie nikomu. Tak, jak napisałem, ze względu na wygodę.
Należy wprowadzić wysoka akcyzę od antykoncepcji. Jakiejkolwiek - farmakologicznej, fizycznej, operacyjnej - w tym od tranzycji. Nie zabraniać, ale takie nałożyć podatki, żeby nie było to dostępne jako pierwsza, druga lub trzecia potrzeba. Bykowe to ostateczna ostateczność - cytując klasyka.
Wypierdalam szukać kolejnych wydumanych problemów.
Pomijając tę wibitna postać dla polskiej historiografii, warto zauważyć pewną korelację - od, circa about, 1989r w Polsce zaczęła być dostępna antykoncepja. Tania, ogólnodostępna i skuteczna.
I tu jest pies pogrzebany (admin odwal się od truchła). Od tego momentu dzietność spada lawinowo. Warunki ekonomiczne nie sprzyjają, ale to kiepski argument. W Afryce są gorsze, a dzietność na maxa.
I teraz przechodzę do hipotezy tej marnej rozprawki - poziom dzietności nie jest związany z warunkami ekonomicznymi, ale z wygodą życia połączoną z możliwością antykoncepcji.
Ludzie wolą żyć wygodnie, niż mieć dzieci, to prawda znana od wieków, ale dopiero w poprzednim stuleciu w krajach rozwiniętych została wprowadzona na masową skalę w życie.
Teraz recepta. Nie spodoba się prawie nikomu. Tak, jak napisałem, ze względu na wygodę.
Należy wprowadzić wysoka akcyzę od antykoncepcji. Jakiejkolwiek - farmakologicznej, fizycznej, operacyjnej - w tym od tranzycji. Nie zabraniać, ale takie nałożyć podatki, żeby nie było to dostępne jako pierwsza, druga lub trzecia potrzeba. Bykowe to ostateczna ostateczność - cytując klasyka.
Wypierdalam szukać kolejnych wydumanych problemów.