No więc oglądałem sobie World War Z i przykuła moją uwagę pewna scena. Mianowicie bezpieczny azyl w Jeruzalem. Wysokie mury, pełno wojska, po prostu utopia. Do momentu aż TACY ludzie, zaczęli odpierdalać swoje szopki, bawiąc się, drąc ryje i machając flagami państwa 404.
No i co się wydarzyło? Oczywiście ze względu na fakt, że bawili się jak na "naród wybrany" przystało, drąc ryje do mikrofonu i napierdalając muzyką, dosłownie chwilę później stało się to...
Czyżby reżyser chciałby nam coś przekazać? Mianowicie coś o tym, że Ci ludzie potrafią rozpieprzyć dosłownie wszystko swoją butą i ignorancją? Panie Marc Forster, chylę czoła!