37
Czy jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć dlaczego w małych miejscowościach (nie tylko ale głównie) jest taka ilość twardych dragów (mefedrony, amfa i inne trutki dla szczurów), a policja z tym nic nie robi? Idziesz sobie z żonką i dzieciakami np. do restauracji spokojnie i miło zjeść, a tam barmanka na start zmiany (godz 12) ładuje pierwszą kreskę, kucharz jebany ulany gruby ukrainiec, pyta ja czy ma jeszcze jedną (bo pierwsza weszla dobrze i chce więcej), i przygotowując burgerka dla Twojego dziecka spoconymi łapskami wytapia wciągniete uprzednio donosowe toksyny, po obiadku zamawiasz szarlotkę, którą robił cukiernik alkoholik, który walił materiał do 3 nad ranem na przemian z browarami na 9 przyszedł do roboty. 

I to tylko część historyjki... A wszyscy udają, że jest cacy, nic nie widać, "przecież to niemożliwe", etc.

A na mieście masz więcej dilerów niż policji, wszyscy wszystko wiedzą, i nie trzeba być śledczym czy w innej formacji, by to widzieć. A wspomnij mundowemu, a ładnie uśmiechnie się, powie aha, i oleje temat dając Ci znać byś zajął się czymś innym.

Czy ćpanie w miejscu pracy, a zwłaszcza w gastronomii gdzie podaje się komuś jedzenie nie powinno być piętnowane, czy to już norma? 

Nosz kurwa mać.
0.072359085083008