18
Gówno: Subtelność codzienności

Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad tym, jak wiele rzeczy w naszym życiu można opisać jednym, prostym słowem: „gówno”? Może to zabrzmieć dosadnie, ale gówno, w swojej dosłowności i metaforycznym bogactwie, jest niezwykłym elementem ludzkiego doświadczenia. To coś więcej niż tylko biologiczna konieczność – to symbol wszystkiego, co proste, brutalne, ale też nieuchronne.

Z biologicznego punktu widzenia, gówno jest końcem drogi. Produktem przemian, które umożliwiają nam życie. Bez jedzenia nie ma energii, bez energii nie ma ruchu, a bez ruchu – życia. Z tej perspektywy gówno jest niezbędnym elementem naszego istnienia. Paradoksalnie, to coś, czego się wstydzimy, co ukrywamy, choć wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, musimy się z nim mierzyć. Król i żebrak, artysta i polityk, każdy kończy dzień podobnie. Demokracja toalety? Być może.

Ale gówno to również potężny nośnik symboliczny. Kiedy coś nie działa, jest źle, mówimy: „to jakieś gówno”. Gdy coś nas rozczarowuje, nazywamy to gównem. W tym jednym słowie kumuluje się frustracja, złość i czasem odrobina czarnego humoru. „Życie to gówno” – stwierdza nihilista, ale zarazem wie, że bez tego wszystkiego – bez problemów, brudów i porażek – życie straciłoby swoją autentyczność. Jak docenić blask, nie poznawszy wcześniej cienia?

W kulturze również nie brakuje odniesień do gówna. W literaturze czy sztuce temat fizjologii, rozkładu czy przemijania jest obecny od wieków. François Rabelais w swojej powieści o Gargantui i Pantagruelu poświęca całe strony opisom aktów fizjologicznych, a współczesne performance’y artystyczne nierzadko konfrontują nas z brudem w sposób dosłowny. I choć wielu odwróci wzrok, inni dostrzegą w tym brutalną prawdę o nas samych.

A co z popkulturą? Popularne powiedzenie „shit happens” jest chyba najtrafniejszym podsumowaniem filozofii życia. Akceptacja nieuchronnego – tego, że czasem rzeczy po prostu idą nie tak, jak powinny – to prawdziwa mądrość. Ostatecznie, gówno to przypomnienie o naszej ludzkiej, kruchej naturze. Możemy mieć największe ambicje, ale zawsze gdzieś w tle będzie ta prosta, biologiczna prawda, która sprowadza nas na ziemię.

I tu pojawia się pytanie: dlaczego tak bardzo uciekamy od rozmów o gównie? Może dlatego, że przypomina nam o naszej cielesności, o ograniczeniach, z którymi tak bardzo nie chcemy się pogodzić. Chcemy być istotami duchowymi, oderwanymi od przyziemności, a jednak – przepraszam za dosłowność – na końcu każdy musi usiąść na tym samym porcelanowym tronie.

Gówno jest więc czymś więcej niż tylko śladem naszego życia. To symbol i substancja. Część naszego istnienia, o której nie chcemy pamiętać, ale która nas definiuje bardziej, niż jesteśmy skłonni przyznać. Warto czasem spojrzeć na nie nie tylko z obrzydzeniem, ale i z pewnym filozoficznym dystansem. Przecież, ostatecznie, wszyscy jesteśmy częścią tego samego cyklu.
0.2514328956604