Leci w samolocie w jednym rzędzie: 2 Arabów (od strony okna)i Żyd (od przejścia). Żyd w jarmułce, pejsy - wyluzowany kompletnie - rozpiął kołnierzyk, zdjął buty. Arabowie patrzą na niego nienawistnie. Po godzinie lotu jeden z nich wstaje i mówi:
- Idę po Colę.
Żyd na to:
- Ależ nie, ja pójdę, po co się przeciskać.
I poszedł. W tym czasie Arab napluł mu do buta. Żyd wraca, daje Colę Arabowi. Po kolejnej godzinie drugi Arab mówi:
- Idę po Colę.
Żyd jak poprzednio:
- Ja pójdę.
I poszedł. Drugi Arab napluł mu do drugiego buta. Żyd wraca, daje Cole Arabowi. Po godzinie samolot ląduje, Żyd zbiera się zapina kołnierzyk, założył jednego buta, skrzywił się i mówi:
- Znowu ta straszna nienawiść między naszymi narodami - to plucie do butów, to szczanie do Coli...
- Idę po Colę.
Żyd na to:
- Ależ nie, ja pójdę, po co się przeciskać.
I poszedł. W tym czasie Arab napluł mu do buta. Żyd wraca, daje Colę Arabowi. Po kolejnej godzinie drugi Arab mówi:
- Idę po Colę.
Żyd jak poprzednio:
- Ja pójdę.
I poszedł. Drugi Arab napluł mu do drugiego buta. Żyd wraca, daje Cole Arabowi. Po godzinie samolot ląduje, Żyd zbiera się zapina kołnierzyk, założył jednego buta, skrzywił się i mówi:
- Znowu ta straszna nienawiść między naszymi narodami - to plucie do butów, to szczanie do Coli...
Pod ścianą płaczu modlą się Żydzi (cicho, w skupieniu, każdy sobie coś pod nosem szemrze) wśród nich jeden Amerykanin głośno zawodzi:
- Panie Boże daj mi 100$, co to dla Ciebie! Tylko $100, proszę żona głodna, dzieci głodne. Panie 100 $.
Po chwili podchodzi do niego wzburzony jeden z Żydów, wciska mu setkę w rękę i mówi:
- Masz tu swoja setkę i spierdalaj stąd bo nam Boga rozpraszasz, a my się tu o ciężkie miliardy modlimy!
- Panie Boże daj mi 100$, co to dla Ciebie! Tylko $100, proszę żona głodna, dzieci głodne. Panie 100 $.
Po chwili podchodzi do niego wzburzony jeden z Żydów, wciska mu setkę w rękę i mówi:
- Masz tu swoja setkę i spierdalaj stąd bo nam Boga rozpraszasz, a my się tu o ciężkie miliardy modlimy!
Spotykają się rabin i ksiądz i zaczynają rozmawiać o cudach.
- Kiedyś doświadczyłem cudu - mówi ksiądz. - Piorun uderzył w nasz kościółek i wybuchł pożar. Ja i z garstką wiernych uklęknąłem i zacząłem się modlić. I wtedy stał się cud. Nadeszła mała chmurka z której spadł deszcz tylko na płonący kościółek i pożar zgasł.
- Ja także widziałem cud - mówi rebe. -Idę w szabas ulicą i widzę na chodniku portfel wypchany dolarami. Jako pobożny Żyd wiem, że nie mogę dotykać pieniędzy w szabas. Ukląkłem więc i zacząłem się modlić. I wtedy stał się cud. Wszędzie była sobota, a dookoła portfela czwartek.
- Kiedyś doświadczyłem cudu - mówi ksiądz. - Piorun uderzył w nasz kościółek i wybuchł pożar. Ja i z garstką wiernych uklęknąłem i zacząłem się modlić. I wtedy stał się cud. Nadeszła mała chmurka z której spadł deszcz tylko na płonący kościółek i pożar zgasł.
- Ja także widziałem cud - mówi rebe. -Idę w szabas ulicą i widzę na chodniku portfel wypchany dolarami. Jako pobożny Żyd wiem, że nie mogę dotykać pieniędzy w szabas. Ukląkłem więc i zacząłem się modlić. I wtedy stał się cud. Wszędzie była sobota, a dookoła portfela czwartek.
Stary Żyd leży na łożu śmierci.
Pytają go jakie jest jego ostatnie życzenie.
- Chciałbym się napić herbaty z dwiema łyżeczkami cukru.
Ogólne zdziwienie, niepewność, na wszelki wypadek pytają czy dobrze usłyszeli.
- Herbata z dwiema łyżeczkami cukru?
Na co umierający Żyd:
-Tak. Całe życie w gościach słodziłem trzy a w domu jedną. A ja lubię z dwiema.
Pytają go jakie jest jego ostatnie życzenie.
- Chciałbym się napić herbaty z dwiema łyżeczkami cukru.
Ogólne zdziwienie, niepewność, na wszelki wypadek pytają czy dobrze usłyszeli.
- Herbata z dwiema łyżeczkami cukru?
Na co umierający Żyd:
-Tak. Całe życie w gościach słodziłem trzy a w domu jedną. A ja lubię z dwiema.
Chińczyk i jego żydowski przyjaciel spacerowali pewnego dnia, gdy nagle Żyd odwrócił się, uderzył Chińczyka i powalił go na ziemię.
-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Chińczyk.
-To za Pearl Harbor! - odpowiedział Żyd.
-Pearl Harbor? To byli Japończycy. Ja jestem Chińczykiem.
Chińczyk, Japończyk, wszyscy jesteście tacy sami!
Ach!
Kontynuowali spacer, a po chwili Chińczyk odwrócił się i powalił Żyda na ziemię.
-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Żyd.
-To za Titanica!
-Titanica? To był góra lodowa.
-Góra lodowa, Goldberg, wszyscy jesteście tacy sami.
-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Chińczyk.
-To za Pearl Harbor! - odpowiedział Żyd.
-Pearl Harbor? To byli Japończycy. Ja jestem Chińczykiem.
Chińczyk, Japończyk, wszyscy jesteście tacy sami!
Ach!
Kontynuowali spacer, a po chwili Chińczyk odwrócił się i powalił Żyda na ziemię.
-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Żyd.
-To za Titanica!
-Titanica? To był góra lodowa.
-Góra lodowa, Goldberg, wszyscy jesteście tacy sami.