15
I w związku z tym dzisiejszy fragment dedykuję patrysowi :) niech cię Bóg ma w swojej opiece.
CZĘŚĆ 4
Rzuć broń. - usłyszał głos zachrypnięty i
pełen nerwowości. ⁃ Rzuć ją, mówię, bo
rozwalę cię jak pieprzonego karalucha!
Fritz powoli unióst ręce, a jego karabin z
głuchym stukotem upadł na podłogę
piwnicy. Odwrócił się powoli, by zobaczyć swojego nowego rozmówcę. Mężczyzna, który stał przed nim, był cywilem - ale wygląd miał tak zmarnowany, że Fritz mógtby przysiąc, że wojna przejechała po
nim jak cwel po dupie partnera w walentynkowy wieczór. Był wychudzony, jego oczy
zapadnięte, a twarz poznaczona
tygodniami, może miesiącami niewyspania.
W rękach trzymał starą, zardzewiałą
strzelbę, którą mierzył prosto w pierś Fritza.
⁃ Co tu robisz? - syknął mężczyzna, a jego
dłonie lekko drżały. ⁃ Niemiec, co? Może
szpieg? Albo złodziej? Mów szybko, bo nie mam dzisiaj cierpliwości!
⁃ Nie! Nie jestem szpiegiem! - wyrzucił z
siebie Fritz, unosząc ręce w obronnym
geście. ⁃ Uciekłem przed
bombardowaniem, tylko szukam
schronienia. Przysięgam, nie zrobię ci
krzywdy!
Mężczyzna zmrużył oczy, jakby ważył każdą sylabe wymowioną przez Fritza. Przez chwile panowała cisza, przerywana tylko ciężkim oddechem obu mężczyzn. W końcu spuścit broń, choć nadal wyglądał, jakby był gotów
jej użyć w każdej chwili.
⁃ Patrys. - powiedział w końcu, wskazując
na siebie lufą strzelby. - Tak mam na imię. Ale nie myśl, że to oznacza, że jesteśmy kolegami. A teraz, skoro już tu jesteś, powiedz mi: jak długo wytrzymasz to pierdolone bombardowanie?
Fritz spojrzał na niego zdezorientowany
⁃ Nie wiem, o czym mówisz.
Jak to nie wiesz? - wybuchnąt Patrys
niemal rzucając strzelbę na podłogę z
wściekłości. ⁃ Każda niedziela! Każda
pierdolona niedziela od miesięcy! Z każdej strony! Od południa aż do nocy!
Bombardują nas, jakbyśmy byli pieprzonym celem ćwiczebnym! Wiesz, jak to jest słyszeć to non stop? Wiesz, jak to jest czekać na niedzielę z nadzieją, że może tym razem przestaną? NIE WIESZ!
⁃ Ostatnie stowo niemal
wyplut z pogardą.
Fritz nie wiedział, co odpowiedzieć. W jego głowie pojawiły się obrazy ludzi
ukrywających się godzinami, niedziela za
niedzielą, słuchając spadających bomb. Nic dziwnego, że człowiek przed nim wygląda jak wrak.
Patrys wziął głęboki oddech, a jego ton
nagle złagodniał.
⁃ Wiesz, za czym tęsknię? Za Leosią
Jego oczy na chwilę zaszły mgłą
wspomnień. ⁃ Najpiękniejsza dziewczyna,
jaką widziałem. Te jej zakola... Kurwa, nic
mnie tak nie pociągało, jak jej zakola. Były idealne. Nie rozumiesz, co? Bo nigdy jej nie widziałeś. Ale ja ją widziałem. Kocham ją, wiesz? Kocham, a ona nawet nie wie, że jeszcze żyje.
Zamilkł, jakby jego własne stowa były zbyt ciężkie, by kontynuować. W piwnicy znów zapanowała cisza. Fritz czuł się zagubiony.
zmęczony i w pewien sposób przygnieciony słowami Patrysa.
⁃ To bombardowanie... ⁃ zaczął ostrożnie
Czemu jeszcze tu jesteś?
Patrys spojrzał na niego tak, jakby Fritz
zadał najgłupsze pytanie na świecie.
- Bo jakby Leosia tu wróciła, to chcę, żeby wiedziała, gdzie mnie szukać. Nawet jeśli znajdzie tylko mój trup. Ale... -unióst strzelbę - ...dopóki żyję, nikt mi tej piwnicy nie odbierze. NIKT.
W tej chwili huk kolejnego wybuchu
wstrząsnął piwnicą, a kurz zaczął sypać się z sufitu. Patrys zerwał się na nogi, krzycząc coś o "niedzielnych skurwysynach". Fritz zrozumiał, że z człowiekiem przed nim nie
ma sensu dyskutować. Tylko jedno było
pewne - znalazł się w środku piekła, w
którym każdy tracił rozum na swój sposób.