22
Siema dzidki wrzucam tu taj prolog książki/opowiadania(jeszcze niewiem) kturą piszę. Mam nadzieję na konstruktywną krytkę z strony kogoś bardziej doświadczonego.
Ja wypierdalam.
Prolog

Ehh… kurwa od czego by tu zacząć. Te ostatnie 20 lat spędzonych w tych cholernych ruinach były strasznie beznadziejne.Każdy jeden dzień, każda godzina, a nawet pierdolone minuty i sekundy są były same, dzień w dzień.  Budzę się i pierwsze co robię to sprawdzam czy nie jestem związany jakimś cholernym sznurem. Nie jestem, to dobrze. Potem rozglądam się dookoła, wszystko jest na miejscu, to znaczy że jestem bezpieczny. A dalej wszystko się zlewa w jedno.
Sprawdzam licznikiem strumyk, jest na zielonym to ok. przemywam twarz, myję zęby, ubieram się. Obchodzę farmę grzybów, zrywam te duże, sru na patelnię i jemy. Zakładam “słonia” na mordę, na ciało idzie opex. A do kabury mój ukochany Glock 17, który znalazłem przy ciele gliniarza z dziurą w czerepie. Wychodzę, obchodzę miejscówkę, sprawdzam alarm, potem pułapki. Czasem złapie się w nie jakiś zając, niby są trochę zmutowane ale można je bezpiecznie jeść.
A zresztą jak myślisz z czego jest zrobiona ta potrawka którą się tak zajadasz? Hehe, no co zrobiłeś taką minę, jedz nic ci się nie stanie. Dobra, na czym ja to skończyłem? A, ok no to sprawdzam pułapki, jak coś jest to biorę to do domu, myk do piwnicy i potem coś sobie z tego zrobię. I tak każdego dnia.
Wreszcie pomyślałem że jak nie zrobię czegoś innego to albo oszaleję albo strzelę sobie w głowę, jak tamten gliniarz. A że jest lato, to postanowiłem wejść sobie na Giewont. Przygotowywałem się cały poprzedni dzień. Całe szczęście że góry nie dostały bezpośrednio więc po opuszczeniu doliny mogłem zdjąć maskę i op-1. Po paru godzinach wchodzę na szczyt, i patrzę na te nasze piękne góry. Chcę już schodzić a tu naglę słyszę jak coś się drze. Na początku spanikowałem bo myślałem że to Uszatek, ale po chwili zrozumiałem że to był ludzki krzyk, twój krzyk, drogi Adamie.
Ps.Najprawdopodobniej jeszcze coś wrzucę z pracy nadtym jak mi się bęzie chciało.
0.073376893997192