9
Siema, dzidki! Wrzucam tutaj prolog książki/opowiadania (jeszcze nie wiem), którą piszę. Mam nadzieję na konstruktywną krytykę ze strony kogoś bardziej doświadczonego.
Ja wypierdalam.
Uniwersum Metro 2033








WEWNĄTRZ PUSZCZY

Prolog


Ehh… kurde, od czego by tu zacząć? Te ostatnie 20 lat spędzonych w tych cholernych ruinach były strasznie beznadziejne. Każdy jeden dzień, każda godzina, a nawet pierdolone minuty i sekundy były takie same, dzień w dzień. Budzę się i pierwsze, co robię, to sprawdzam, czy nie jestem związany jakimś cholernym sznurem. Nie jestem, to dobrze. Potem rozglądam się dookoła – wszystko jest na miejscu, to znaczy, że jestem bezpieczny. A dalej wszystko się zlewa w jedno.
Sprawdzam licznikiem strumyk, jest na zielonym, to ok. Przemywam twarz, myję zęby, ubieram się. Obchodzę farmę grzybów, zrywam te duże, sru na patelnię i jemy. Zakładam „słonia” na mordę, na ciało idzie opex, a do kabury mój ukochany Glock 17, który znalazłem przy ciele gliniarza z dziurą w czerepie. Wychodzę, obchodzę miejscówkę, sprawdzam alarm, potem pułapki. Czasem złapie się w nie jakiś zając – niby są trochę zmutowane, ale można je bezpiecznie jeść.
A zresztą, jak myślisz, z czego jest zrobiona ta potrawka, którą się tak zajadasz? Hehe, no co, zrobiłeś taką minę? Jedz, nic ci się nie stanie. Dobra, na czym ja to skończyłem? A, ok, no to sprawdzam pułapki – jak coś jest, to biorę to do domu, myk do piwnicy i potem coś sobie z tego zrobię. I tak każdego dnia.
Wreszcie pomyślałem, że jak nie zrobię czegoś innego, to albo oszaleję, albo strzelę sobie w głowę, jak tamten gliniarz. Jak mam nadzieję, że wiesz, znajdujemy się na Podkarpaciu, więc i blisko do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Chociaż tobie to pewnie nie za wiele mówi, za młody jesteś. No ale wracam do opowieści.
Wychodzę z chaty, przy plecaku licznik, woda i inne duperele. Na pasku kabura z pistoletem, a obok, w pochwie, nóż. Idę już tak dłuższy czas i nagle słyszę jakiś krzyk. Najpierw spanikowałem, bo myślałem, że to Uszatek, ale po chwili zrozumiałem, że to był ludzki krzyk – twój krzyk. Biegnę zobaczyć, co się stało, i widzę ciebie leżącego na ziemi, z nogą przeszytą przez zardzewiałą pułapkę na niedźwiedzie. Byłeś nieprzytomny, ale byłeś, więc cię tu przyniosłem.
Wybacz mi, że się tak rozgadałem, ale tu, w lesie, nie ma zbytnio ludzi, a żywych to już w ogóle. No to teraz ty opowiedz, jak ty się tu znalazłeś, drogi Adamie.
PS. Najprawdopodobniej jeszcze coś wrzucę z pracy nad tym, jak mi się będzie chciało.
0.06775689125061