2
Leżał powoli odzyskując zmysły w walce z obezwładniającym go bólem i mdłościami. Wypływał na powierzchnię świadomości ciężko walcząc by nie zapaść się znów w niebyt. Sapnął raz i drugi a potem jęknął i wypluł zgromadzoną w ustach gorzką flegmę. Poruszył się a potem szarpnął gdy poczuł skrępowane na plecach dłonie i wrzynający się ponad kostkami nóg szorstki sznur. Rzucił się jak gruba i niezgrabna gąsienica.

-Spokojnie.

Przewrócił oczami ale nadal widział tylko ciemność i jakieś błyski. Ktoś szarpnął nim i obrócił. Musiał leżeć twarzą do skały a teraz wpatrywał się w ognisko łzawiącymi oczyma. Ktoś podciągnął go do pozycji siedzącej i oparł o coś twardego. Przez chwilę kręciło mu się w głowie i obraz kręcił się podobnie w oczach aż go znów zemdliło. Ale po chwili mógł już patrzeć jeśli przymknął oczy na tyle że tłumił mdłości i ból pulsujący z potylicy. Zza jego pleców wyszedł Zajem i przykucnął przy ogniu. Patrzył na towarzysza nie bardzo mogąc umiejscowić go w sytuacji.

-Co się?

-Spokojnie.- To był głos Marduka. Przekręcił głowę i odszukał starego. Siedział po drugiej stronie ognia trzymając w dłoni swój upalony patyczek.

-Co się dzieje?

-Spokojnie chłopcze. Dobrze się czujesz?

-Czemu jestem związany? Marduk co się dzieje? Zajem?

Zajem nie odpowiedział tylko odszedł gdzieś wychodząc z jego pola widzenia ale Josif słyszał że jest tam gdzieś z tyłu.

-Nie martw się o kolegę Josif. Wszystko z nim dobrze. To sprawa między Tobą, mną a dziewczyną.

Te słowa zmroziły Josifa. Nadia!

-To ty! Ty ją porwałeś! Jeśli coś jej zrobiłeś!

-Ależ nie ja. Gdzie mnie staremu, schorowanemu byłoby porwać taką dorodną dziewuszkę jak Nadia. I nie o niej myślałem kiedy mówiłem że to sprawa między nami a dziewczyną.

-Co? Więc o co chodzi? Gdzie jest Nadia!

-Nadia... No niedaleko. Bezpieczna w grocie. Żeby nie przeszkadzała. Ale to nie o niej ta historia. Przynajmniej nie teraz. To o Soneczce.

-Soneczce?- Imię zbiło Josifa z pantałyku.

-Tak kurwa!- Marduk wrzasnął to podrywając się na nogi aż się zachwiał i cisnął swój patyk niezdarnie tak że odbił się od twarzy Josifa dziobiąc go ostrym, upalonym końcem w polik.

-Myślisz że nie wiem co się stało? Doskonale wiem! Wiem kurwa!Zawsze wiedziałem!- Stary pokuśtykał dookoła ogniska i przykucnął stękając przed Josifem.
-Nic nam nie powiedziała. Ani mnie ani matce. Nic. Ale umiała pisać. Zostawiła list. Kapłan nam go przeczytał. To byłeś ty!Ty ją zbałamuciłeś! Ty ją omotałeś. Niewinną. Dziewczynę. A później... Stary sapnął i złapał Josifa za koszulę. Niezdarnie próbował przyciągnąć go do siebie ale nie miał tyle siły więc tylko odepchnął tak że chłopak boleśnie uderzył o skałę za plecami. Stary stał nad nim sapiąc z wściekłości.
-Chcesz kończyć?- Za słowami pojawił się Zajem trzymając w dłoni toporek.
-Nie!- Stary wysapał to mierząc nienawistnym spojrzeniem wodnistych oczu Josifa.
-Nie.- Dodał już spokojniej.- Za dużo mnie to kosztowało żeby skończyć od tak. Za dużo.
Wrócił na swoje miejsce i opadł na kamienne siedzisko.
-Rozumiem. Ale to już nie moja sprawa. To miejsce...- Zajem zatoczył toporkiem krąg wokoło siebie,- To miejsce jest dziwne.
-Dziwne?- Marduk rozejrzał się jakby je pierwszy raz zobaczył.-Tak... Dlatego je wybrałem. To Posadnik. Królestwo Gnomów. A to wejście do niego. Albo ich świątynia. Albo pałac. Albo sracz. Nie wiem. Wszędzie tu pełno ich run i znaków. Dlatego nikt tu nie przychodzi od lat. Prócz mnie. Znam tą górę i jaskinie od małego.Nic tu nie ma. Poza ruinami. Więc nie trząś gaciami.
-Tak? No i dobrze że nie ma. Ala to nie zmienia rzeczy. Ja swoją robotę zrobiłem.
--I dostaniesz zapłatę.
-Zrobiłeś to dla pieniędzy? Porwałeś Nadię?- Josif spojrzał na Zajema z nienawiścią ale ten nie wyglądał na zmieszanego.
-Nie.- Marduk zaśmiał się chrapliwie.- Nie dla pieniędzy.Kiedy zostawiłeś Soneczkę. Moją kruszynkę... I kiedy ona...Chciałem cię zajebać własnymi rękoma. Gdyby nie Ana... Gdyby nie to że zostałaby sama... Dawno bym cię zajebał. Musiałem się nią zająć. A później odeszła. Bidulka. Nie wytrzymała smutku. I toteż była Twoja wina.
Stary podszedł do skały i począł wodzić palcem po wyrytych w niej znakach i symbolach jakby śledził ich linie.
-To nie byłem ja! Nie chciałem tego! Gdybym...
Stary doskoczył do związanego i kopnął go z rozmachem w brzuch nieomal wywracając się przy tym Josif jęknął i zaczął się dusić flegmą. Zajem odepchnął starego delikatnie i przewrócił Josifa na bok. To pomogło. Młody wykaszlał flegmę i krew i zaczął łapać oddech.
-Zamknij się! To tylko Twoja wina. Gdybyś jej nie zostawił żyłaby do dzisiaj. Gdybyś jej nie zawrócił w głowie a później nie odszedł nie skoczyłaby w przepaść! Jej matka by żyła!

Stary zamilkł na chwilę po tym wybuchu kucając i zbierając siły.

-Straciłem nadzieję na zemstę. Wiesz? Mogłem cię gdzieś zwabić i spróbować zdzielić siekierą z zaskoczenia. Ale jestemj uż stary. Bałem się że się nie uda i że unikniesz kary. Aż znalazłem jego. Zajewa. Leżał w lesie. W gorączce. Wziąłem go do siebie. Blisko było. Dałem radę zaciągnąć. Coś mnie tknęło.Chyba bogowie. Pewnie by umarł. Wiesz taki był chory. Ale gadał w malignie. Dużo gadał. I poznałem że to bogowie mi go zesłali.Wiesz ile wydałem na zioła i leki? Dużo. Ale opłaciło się.Wiedziałem że mi pomoże. Nie z wdzięczności. Nie ze strachu że za dużo wiem. O nie. Pomoże bo taki właśnie jest. Dla niego porwać dziewczynę... Zwabić Cię tu... To drobnostka.. Nie takie...

-Dość!- Zajem powiedział to bez złości. Ale ton był zimny.Na tyle zimny że stary zamilkł.

-Nie mam całej nocy. Później będziesz miał tyle czasu ile będziesz chciał żeby z nim gadać. Mnie nic do tego ale nie muszę tego słuchać. Tylko nie przesadzaj. Bogowie są wredni i lubią wodzić ludzi za nos. Zabij go, bo lepiej żebym nie zszedł z góryi powiedział że zginął ratując dziewczynę a on się pojawi następnego dnia żywy.

-Tego możesz być pewien chłopcze.

- Czekaj! Nie zostawisz mnie tak? Uratowałem Ci życie! Nie zostawiaj mnie temu szaleńcowi.- Josif wił się i próbował uwolnić ale Zajem podszedł i chwycił go za włosy szarpnięciem odchylając jego głowę do tyłu.

-Milcz. Słuchaj. Umrzesz. To pewne. Ale Nadia będzie żyła.Rozumiesz? Nie wie kto ją porwał i się nie dowie. Sprowadzę ją do doliny. Ty umrzesz ale ona nie zapłaci za Twoje grzechy. Więc bądź grzeczny.- Puścił włosy Josifa a ten legł na skale dysząc ciężko ale milcząc.

-Właśnie. Gdzie dziewucha?

-W jaskiniach. Tam za Tobą. Musisz zejść głębiej bo leży tam związana jak baleron. Daleko żeby nie słyszała co się dzieje.
0.066920042037964