8
-Przygotuj pieniądze tak jak się umawialiśmy.- Zajem ruszył w stronę, w którą pokazał Marduk ostrożnie stawiając stopy na kamiennej płycie w której wyryto głębokie spiralne rowy, na których łatwo było skręcić stopę.

-Mam tu wszystko razem. Pieniądze tego mordercy i od siebie niemało. Ale jest jeden problem chłopcze.

Zajem zatrzymał się. Spojrzał przez ramię. Marduk siedział przy ognisku tam gdzie widział go po raz pierwszy. Na kolanach położył sobie sporych rozmiarów kuszę. Pierwszy raz widział taką broń u górali. Marduk spostrzegł jego spojrzenie.

-Ładna prawda? Sprawiłem ją sobie gdym planował zabić Josifa.Trenowałem z nią. Ale naciągnąć to cholerstwo to katorga. I ciężka. Ciężko celować. Ale ty stoisz blisko.- Stary podniósł broń i zważył w rękach.

-To tak? Chcesz się mnie pozbyć? Nie sądziłem że jesteś zwykłym mordercą...

-Nie na bogów! Nic takiego. Po prostu weź swoje pieniądze i odejdź.

Zajem spojrzał na starego a później na majaczące w mroku wejście do jaskiń.

-To o nią chodzi?

-Tak sobie pomyślałem. Że jeśli go zabiję a jej pozwolę odejść to co to za kara? Lepiej jak będzie patrzył jak ją zarzynam nim się nim zajmę. To będzie bolało tak jak mnie bolało gdym zobaczył moją córkę na rękach ludzi.

-Nie!

-Milcz.- Zajem warknął do leżącego Josifa. Wyciągnął oskarżycielsko ramię z wyprężonym palcem w stronę starego.Poprawił drugą ręką zagięty rękaw.

-Nie taka była umowa starcze...

-I co z tego? Co za różnica? Boli Cię to? To tylko wiejska dziewucha. Nie takie rzeczy ci ciążą.

-Może. Nie Tobie mnie sądzić. Ale umowa była inna. Bierzesz chłopaka a dziewczyna wraca.

-Słuchaj...- Stary niepewnie poprawił się na siedzisku. Oparł wyraźnie ciążącą mu w chudych ramionach kuszę na podołku celując w kierunku Zajema.- Strzępimy gęby po próżnicy... Po prostu weź pieniądze i odejdź. Inaczej strzelę Ci prosto w brzuch. Z tej odległości nawet ja nie spudłuję. Odejdź. Pomogłeś mi. Nie chcę mieć i ciebie na sumieniu. Chociaż zabić Cię to byłaby przysługa dla ludzi.

-Marduk... Nie zmienisz zdania?- Zajem stał nieruchomo jak głaz.

-Ani mi to w głowie. Oni już są martwi. Po co Ci to?

-Dobra. Ale zanim odejdę chcę żebyś coś zobaczył. Może to zmieni Twoje zdanie. O Nadii bo na nim mi nie zależy.

-Co?- Marduk spytał podejrzliwie.- Nie kombinuj!

-Spokojnie. Mam to za pazuchą. Tylko nie rób głupstw. Nie podejdę. Tylko wyjmę to co chcę żebyś zobaczył dobrze? Jeśli to nic nie zmieni to zabiorę się stąd bez słowa.

-Dobra. Tylko powoli...

Zajem powolutku położył lewą dłoń na piersi a później wsunął ją za pazuchę przez rozcięcie w bluzie. gmerał tam chwilkę aż namacał pętelkę w którą wsunął palec. Powoli wyciągał rękę. Nie miał pojęcia ile jest luzu. Spust puścił i metalowy trzpień wystrzelił z rękawa pod prawą ręką z wciąż wycelowanym oskarżycielsko w stronę Marduka palcem. Oko było zbyt powolne by to zobaczyć. Trzpień po prostu zmaterializował się tuż pod obojczykiem Marduka, który sapnął i nim spadł z kamienia nacisnął odruchowo spust kuszy. Cięciwa brzęknęła ale bełt nieszkodliwie pomknął gdzieś w ciemność.Zajem skoczył nim jeszcze stary upadł na skały i w dwóch krokach dopadł do niego. Kopniakiem odtrącił kuszę na bok a drugim wymierzonym w głowę ogłuszył starego. Obrócił go na plecy.Ciężko celować całą ręką. Mierzył w mostek ale i tak nieźle.Chybił o kilka cali. Nie było co czekać. Najpierw wyciągnął trzpień wbity do połowy w pierś starego a później swój kozik i podciął staremu tętnicę szyjną. Nie było sensu męczyć go i czekać aż się wykrwawi do płuc. Patrzył przez chwilę jak krew wypływa gwałtownie z rany tłoczona słabnącym sercem a później spojrzał w kierunku Josifa. Chłopak patrzył się na niego rozszerzonymi z przerażenia oczyma.

-Ostrzegałem go.
Podszedł do związanego i kucnął przy nim. Josif spojrzał w jego oczy ale nie było tam nic poza zimnym skupieniem.
-Zabijesz mnie?
Zajem wzruszył ramionami.
-Wiesz że nie mam wyjścia.- Josif chciał coś powiedzieć ale Zajem pokręcił głową.
-Wiem. Obiecasz że nikomu nie powiesz i takie tam. Nawet jestem pewien że teraz możesz tak myśleć. Ale gdy zejdziesz z góry. Gdy zaczniesz myśleć czy aby się nie rozmyślę i cię nie uciszę...Prędzej czy później i tak byś mnie wydał. Po co mi to? Zejdę z góry i powiem całą prawdę. Z wyjątkiem tego że to Marduk porwał dziewczynę i razem z Tobą spadł w przepaść... Kawałek trzeba będzie was nieść ale ile będą mieli zabawy nim znajdą wasze Ciała! A nie będą szukać śladów tutaj bo po co?

Zajem zamilkł bo dopiero teraz spostrzegł że Josif wytrzeszcza oczy tak że nieomal wu z oczodołów wychodzą ale nie patrzy na niego tylko za jego plecy.
-Stara sztu...- Nie dokończył bo jednak się obrócił czując dziwne coś rozchodzące mu się niczym ciarki po plecach i widząc kątem oka fiołkową poświatę.
Skały świeciły. A dokładniej rzecz biorąc ryte w nich głęboko rowki układające się w spirale i krzaczaste runy. Bił od nich ciemny blask jakby wypełnione były fioletowym ciemnym płynem. Tam gdzie leżał Marduk a jego krew wypełniła ryty blask był krwistoczerwony i najjaśniejszy. Powoli rozpływał się rozjaśniając kolejne partie skalnej płyty i zmieniając fiołkowy blask na krwistoczerwoną poświatę.
0.067501068115234