11
Wiele lat temu byłem studentem.

Klasycznym z politechniki, czyli wiecznie pijanym chamem i prostakiem. Akademik "Karolinka" - pozdro dla znających :)

W łazienkach były cztery sąsiadujace kabiny, murowane, kafelkowane i bez drzwi. Podczas kąpieli stawiałem mydelniczkę i szampon na murku.

I nieraz zapominałem zabrać do pokoju. Czasem szampon stał dalej - zwykle "Familijny", czasem znikał - inny, lepszy. I kradziej mył głowę np. moim Timotei miodowo-jajecznym.

W ramach zemsty kupiłem jakiś "lepsiejszy". Zużyłem do połowy, uzupełniłem do pełna... swoim moczem. I zostawiłem na murku.

Odczekałem tydzień, ogłosiłem wszem i wobec o przedsięwzięciu na moim piętrze.

Szampon więcej mi już nie zginął. 
0.065315961837769