Dyskusje ogólne
1 r
12
Wracam przez park ze sklepu i tam spotkałem koleżankę z podstawówki. Zaczęła się rozmowa bo długo nie mieliśmy kontaktu, nie żebym tęsknił za tą wymuszoną znajomością jaką była moja klasa w podstawówce. Ona też była po zakupy, przyjrzała się mojej "diecie" i to był zapalnik.
Zaczęła pieprzyć po co mi tyle cukru i węglowodanów, w torbie miałem sok pomarańczowy, skrobie ziemniaczaną + inne rzeczy typu mydło, srajtaśma itp . Poszedł potok jak to odstawienie cukru i węgli na rzecz białka dało jej więcej energii, dziadek przestał chorować, jej dzieci się uspokoiły, mąż zaczął chudnąć, a ona zaczęła miesiączkować (jest chuda w chuj) itp. Dodała, że powinienem się zainteresować jakimś dietetykiem z yt (ta kuźwa, yt ci prawde powie)
Usiadłem na ławce i odezwały sie moje plecy. Zaczęła znowu, że to od cukru, że to dna moczanowa, że to zapalenie od nadmiaru cukru we krwii itp. Ta kurwa dna moczanowa od cukru XD, a to, że za nastolatka spierdoliła mi szyna spod wózka szklarniowego przez co plecami pizgłem na rury, o mało sobie łba nie rozbiłem i tydzień chodziłem jak po nocy w gay klubie to nie miało związku.
Bym to przełknął bo moja dieta nie jest najlepsza, ale lubie trzymać różne znajomości bo nie wiadomo kto ci będzie potrzebny w przyszłości. Skwitowałem, że nie dam rady zapierdalać na serkach całe dnie, a miecho czasami ma pojebane ceny w stosunku do jakości, a najgorszego mięsnego ścierwa jeść nie będę i wtedy zaczął się temat pracy.
Nie ukrywałem, że zarabiam minimalną (tak jak i zapewne większość narodu, choć tego nie przyzna), ona od razu odparła, że jej brat zarabia 10k z tym samym wykształceniem i skwitowała to "że kogo jakie pieniądze interesują taką ma pracę". No tu mi się zagotowało, pizda sama nie zarabia, podpięta jest pod firmę meża i chwali się osiągnieciami brata jakby to było jej własne trofeum.
Teraz najlepsze
Info, że forsą nie sram jednak nie dotarło jej na styki i zaczęła znowu z dietą i, że powinienem kupować takie sery, mięso to tylko jakieś specjalnie importowane, a warzywa byle by tylko nie polskie bo są brudne, najlepsze te francuskie pakowane co czasem się pojawią w dino (a ciekawe czym spryskane, że w drodze się nie zepsują).
Pytam się normalnym tonem skąd ma kasę na to.
- od męża
- a mąż ile zarabia ?
- dużo
- ja ile zarabiam ?
- mało
- czyli dla mnie to ?
- drogo
- czyli ?
Dopiero po tym wywodzie będącym ciągnięciem za język ogarnęła co kazała mi robić i jak to jest nierealne przy mojej pensji.
Jak szybko się przyjebała tak szybko się odjebała i poszła w swoją stronę kończąc naszą rozmowę XD
Mieszkam sobie na półodludziu, nikomu nie wadzę robiąc swoje i myślałem, że to wystarczy aby odciąć się od takich, ale jednak i to za mało