61
Cześć dzidki. Jestem na rozdrożu życiowym i poradzcie mi co robić. Jestem z kochająca kobietą kilka lat już. Mieszkamy razem w wynajmowanym mieszkaniu w mieście wojewódzkim i pojawił się temat przeprowadzki na swoje. Jest to perspektywa za 2 lata (z pewnych przyczyn) ale już chcieliśmy ją omówić. Ważna kwestią jest to że ja się wychowałem w domu ona w mieszkaniu. Rynek nieruchomości jest jak każdy widzi stąd zaproponowałem życie w moim domu z rodzicami w małej miejscowości (około 100km od obecnego miejsca) na zasadach że każdy (rodzice i my) ma swoje osobne piętro (80m2 lekko) z kuchnią i łazienką ale jest wspólne wejście. Oczywiście pojawił się pierwszy problem czyli praca. Ja pracuję zdalnie ale ona jest radcą prawnym więc opcji zdalnej nie ma. W mojej miejscowości nie ma kancelarii która zatrudnia, a miasto obok ma dosyć ciasny rynek prawniczy (duży wyzysk i konkurencja). W mieście wojewódzkim jest dla niej więcej perspektyw. Zakładanie działalności przez nią też problem bo komuś obcemu ciężko będzie się przebić przez oferty kancelari które już są na miejscu i mają kontakty. Drugi problem to brak prywatności. Bo nie ważne w jakim układzie i tak dla niej nie będzie tego przez rodziców, mimo że są to w porządku ludzie którzy znają pojęcie stawianej granicy i się tego trzymają. Proponowałem też opcje rozbudowy domu żeby było miejsce na wszystko. Nie chcę wpadać w wielki kredyt na dom na całe życie, a życie spędzone w mieszkaniu mnie przeraża. Nic z majstrować, do natury zawsze trzeba jechać, nawet głupiego grilla nie da się zrobić tylko wszędzie jechać. Pytanie do was. Ile warto poświęcić dla miłości. Czy zgodzenie się na życie w mieszkaniu jest tego warte. Czy jednak próba ułożenia życia w rodzinnej miejscowości i poznanie jakieś kobiety która byłaby wstanie mieszkać w warunkach które zaproponuje ale bez widma kredytu jest realna?
0.054204940795898