16
Hej Dzidki...
Taka historyjka z życia wzięte.

Ogólnie staram się być uprzejmy, taka słabość...

Miałem kiedyś konto w jakimś lipnym banku, tak jakoś wyszło.

Miałem coś akurat robić, ale dzwoni telefon. Odebrałem, a paniusia do mnie, że ona z banku dzwoni i że chciała by mi ofertę na kredycik przedstawić, i czy jestem zainteresowany. Ja oczywiście, że nie (bo przecież z czego miałbym spłacać !). 
Pani na to, lekko poddenerwowana, że to jest oferta specjalnie! dla mnie przygotowana, i, co dobitnie podkreśliła, "Ja do pana z centrali dzwonię!!"
I wtedy coś mie tknęło, że nie ma sie co z panią, z centrali, kłócić...
Mówię za tem do niej tak: Dobrze proszę pani. Z jak pani do mnie z centrali dzwoni, to zróbmy tak - pani mi ofertę przedstawi, a ja postaram się oferty wysłuchać, ale pozwoli pani, że będę robić, co tam miałem na ten czas zaplanowane. 
Pani głos się wyraźnie nieco uspokoił i przystała na propozycję.

No więc pani zaczyna swe oracje, a ja otwieram drzwi od kibla, deska w dół i do roboty. 
Twarda pani była, choć nie sądzę, żeby nie słyszała jak się mocz po ściance leje. Znać po sobie nie dała. Nie dała, aż do momentu, jsk klocek z głośnym chlupnięciem wpadł do wody. Tego, choć chciała, nie dźwignęła. Głos jej w gardle utknął. Musiała ślinę przełknąć. Potem było już z górki. Dobrnęła do końca. Zapytała czy po przedstawieniu oferty jestem zainteresowany kredytem. Grzecznie podziękowałem za przedstawienie oferty i odpowiedziałem, że w międzyczasie moja sytuacja się nie zmieniła i dalej nie jestem. Pani grzecznie podziękowała za wysłuchanie, pożegnała się i rozłączyła.
Mam nadzieję że nie było jej bardzo przykro, i że przede wszystkim zmieniła pracę.
Więcej z tego banku nie dzwonili. Potem go sprzedali.

Mam nadzieję, że dobrze się "bawiliście"...
Uprzejmie wypuerdalam.
0.25410103797913