Postępowanie sądowe przeciwko Marine Le Pen miało związek z aferą dotyczącą nielegalnego finansowania pracowników partyjnych ze środków Parlamentu Europejskiego.
Chodziło o zatrudnianie asystentów europosłów, którzy w rzeczywistości wykonywali obowiązki na rzecz struktur krajowych partii, co stanowiło złamanie przepisów UE dotyczących przeznaczenia środków publicznych.
Według śledczych, proceder ten miał charakter systemowy i dotyczył okresu od 2009 do 2016 roku.
Czyli skończył się 9 lat temu, ale właśnie pasowało go wyciągnąć, bo zanotowała skok poparcia w związku z imigracją.
Ostatecznie w sprawie skazano łącznie 21 osób, w tym dziewięciu europosłów oraz dwunastu asystentów. Marine Le Pen jako liderka ugrupowania została uznana za osobę, która nadzorowała i umożliwiała ten proceder.
Proces toczył się przed sądem karnym w Paryżu i trwał kilka miesięcy. Oskarżenie przedstawiło obszerną dokumentację, w tym korespondencję wewnętrzną partii, wykazy płacowe oraz relacje świadków. Obrona twierdziła, że zatrudnianie asystentów było zgodne z regulaminem Parlamentu Europejskiego, a cała sprawa ma charakter polityczny i ma na celu osłabienie liderki prawicy przed nadchodzącymi wyborami.
Będziemy zbierać haki, a jak sytuacja się rozwinie, to z nich skorzystamy.
I tu radzę przemyśleć swoje publikacje w kontekście prawa o mowie nienawiści. Te wpisy "przedawniają" się po pięciu latach.
Chodziło o zatrudnianie asystentów europosłów, którzy w rzeczywistości wykonywali obowiązki na rzecz struktur krajowych partii, co stanowiło złamanie przepisów UE dotyczących przeznaczenia środków publicznych.
Według śledczych, proceder ten miał charakter systemowy i dotyczył okresu od 2009 do 2016 roku.
Czyli skończył się 9 lat temu, ale właśnie pasowało go wyciągnąć, bo zanotowała skok poparcia w związku z imigracją.
Ostatecznie w sprawie skazano łącznie 21 osób, w tym dziewięciu europosłów oraz dwunastu asystentów. Marine Le Pen jako liderka ugrupowania została uznana za osobę, która nadzorowała i umożliwiała ten proceder.
Proces toczył się przed sądem karnym w Paryżu i trwał kilka miesięcy. Oskarżenie przedstawiło obszerną dokumentację, w tym korespondencję wewnętrzną partii, wykazy płacowe oraz relacje świadków. Obrona twierdziła, że zatrudnianie asystentów było zgodne z regulaminem Parlamentu Europejskiego, a cała sprawa ma charakter polityczny i ma na celu osłabienie liderki prawicy przed nadchodzącymi wyborami.
Będziemy zbierać haki, a jak sytuacja się rozwinie, to z nich skorzystamy.
I tu radzę przemyśleć swoje publikacje w kontekście prawa o mowie nienawiści. Te wpisy "przedawniają" się po pięciu latach.
Rumunia i Călin Georgescu
Prawo rumuńskie określa, że prezydent musi szanować konstytucję i bronić demokracji. Centralne Biuro Wyborcze, czyli odpowiednik naszej Państwowej Komisji Wyborczej, stwierdziło, że wyrok rumuńskiego Sądu Konstytucyjnego z 6 grudnia – unieważniał w całości pierwszą turę wyborów prezydenckich w listopadzie – uznając, że Georgescu winny był nieprawidłowości przy finansowaniu własnej kampanii oraz manipulacji algorytmami mediów społecznościowych, dowodząc, że Goergescu wykazał się brakiem szacunku dla zasad demokratycznych. A to oznacza, że jako prezydent nie będzie szanował demokracji, demokratycznych reguł, oraz konstytucji, które je ustanawia. Nie spełnia więc warunków, jakich prawo wymaga od prezydenta.
[...]
biorąc pod uwagę to, co mówi i robi, nie będzie w stanie wiarygodnie złożyć przysięgi prezydenckiej, w której prezydent zobowiązuje się bronić demokracji i konstytucji.
[...]
nie brakuje też głosów konstytucjonalistów, że Komisja jest od tego, by sprawdzić rejestrację kandydatów na urząd prezydenta pod względem formalnym – przede wszystkim zweryfikować liczbę podpisów – a nie by wydawać takie decyzje. CBW argumentowało jednak, że nie ma sensu nawet zaczynać sprawdzania pod względem formalnym zgłoszenia kandydata, który w fundamentalny sposób nie kwalifikuje się do urzędu prezydenta.
Słowem - będziesz 'wybierał' spośród tych których ci pokażemy.
Prawo rumuńskie określa, że prezydent musi szanować konstytucję i bronić demokracji. Centralne Biuro Wyborcze, czyli odpowiednik naszej Państwowej Komisji Wyborczej, stwierdziło, że wyrok rumuńskiego Sądu Konstytucyjnego z 6 grudnia – unieważniał w całości pierwszą turę wyborów prezydenckich w listopadzie – uznając, że Georgescu winny był nieprawidłowości przy finansowaniu własnej kampanii oraz manipulacji algorytmami mediów społecznościowych, dowodząc, że Goergescu wykazał się brakiem szacunku dla zasad demokratycznych. A to oznacza, że jako prezydent nie będzie szanował demokracji, demokratycznych reguł, oraz konstytucji, które je ustanawia. Nie spełnia więc warunków, jakich prawo wymaga od prezydenta.
[...]
biorąc pod uwagę to, co mówi i robi, nie będzie w stanie wiarygodnie złożyć przysięgi prezydenckiej, w której prezydent zobowiązuje się bronić demokracji i konstytucji.
[...]
nie brakuje też głosów konstytucjonalistów, że Komisja jest od tego, by sprawdzić rejestrację kandydatów na urząd prezydenta pod względem formalnym – przede wszystkim zweryfikować liczbę podpisów – a nie by wydawać takie decyzje. CBW argumentowało jednak, że nie ma sensu nawet zaczynać sprawdzania pod względem formalnym zgłoszenia kandydata, który w fundamentalny sposób nie kwalifikuje się do urzędu prezydenta.
Słowem - będziesz 'wybierał' spośród tych których ci pokażemy.