Polityka
1 r
37
Minęło dokładnie tysiąc lat od koronacji pierwszego króla Polski, Bolesława Chrobrego – wydarzenia symbolicznego i fundamentalnego dla naszej państwowości. To rocznica, którą powinien świętować cały naród, a zwłaszcza państwo, które dzięki temu wydarzeniu znalazło się przed wiekami w gronie uznanych królestw chrześcijańskiej Europy. Tymczasem zamiast uroczystych obchodów na skalę międzynarodową – mamy ciszę i obojętność ze strony rządu.
Zawiodły najwyższe władze. Mimo apeli i próśb, rząd Donalda Tuska nie podjął żadnych znaczących działań, by godnie uczcić tę wielką rocznicę. To ogromne zaniedbanie. Owszem, samorządy się starają – są lokalne wydarzenia, koncerty, rekonstrukcje, konferencje – ale to zdecydowanie za mało. Gdzie są centralne obchody? Gdzie są kampanie promujące naszą historię za granicą? Gdzie jest prezydent, premier, prymas?
Zamiast dumy z naszej przeszłości mamy lekceważenie, a nawet kpiny. Premier zbywa obchody jako „marsz PiSu”, zamiast potraktować je jako święto całego narodu. To smutne świadectwo stanu naszej polityki, ale przede wszystkim – naszego stosunku do własnej tożsamości.
Ta rocznica to nie tylko szansa na refleksję nad historią, ale też na pokazanie światu, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Zamiast tego obserwujemy coraz powszechniejsze przekonanie, że Polska i jej dzieje nie są już nikomu potrzebne – wystarczy „Europa” i „europejskie wartości”. Tylko że bez zakorzenienia we własnej historii, w końcu przestaniemy być kimkolwiek.
Zawiodły najwyższe władze. Mimo apeli i próśb, rząd Donalda Tuska nie podjął żadnych znaczących działań, by godnie uczcić tę wielką rocznicę. To ogromne zaniedbanie. Owszem, samorządy się starają – są lokalne wydarzenia, koncerty, rekonstrukcje, konferencje – ale to zdecydowanie za mało. Gdzie są centralne obchody? Gdzie są kampanie promujące naszą historię za granicą? Gdzie jest prezydent, premier, prymas?
Zamiast dumy z naszej przeszłości mamy lekceważenie, a nawet kpiny. Premier zbywa obchody jako „marsz PiSu”, zamiast potraktować je jako święto całego narodu. To smutne świadectwo stanu naszej polityki, ale przede wszystkim – naszego stosunku do własnej tożsamości.
Ta rocznica to nie tylko szansa na refleksję nad historią, ale też na pokazanie światu, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Zamiast tego obserwujemy coraz powszechniejsze przekonanie, że Polska i jej dzieje nie są już nikomu potrzebne – wystarczy „Europa” i „europejskie wartości”. Tylko że bez zakorzenienia we własnej historii, w końcu przestaniemy być kimkolwiek.