4
Wziąłem udział w wyścigu, aby rywalizować i wygrać, więc kiedy drugiego dnia byłem już na linii startu i zobaczyłem, że gryzie moje buty, moja pierwsza myśl była: "kogo jest ten irytujący pies"? "Ktoś niech go zabierze stąd", bo wyścig miał się właśnie rozpocząć. Byłem na drodze do objęcia prowadzenia, gdy natknąłem się na ogromną przeprawę wodną, około stu metrów długości, z wodą sięgającą do pasa z powodu topniejącego śniegu z gór Tian Shan. Wszedłem do wody, aby objąć prowadzenie, gdy usłyszałem skomlenie i szczekanie za mną. Zawsze miałem takie motto "Nie oglądaj się za siebie”, wynikające z mojego trudnego dzieciństwa, więc uparcie poszedłem dalej. Ale szczekanie i skomlenie trwały nieustannie, i w jednej chwili, zatrzymałem się spoglądając w tył. Zobaczyłem psa biegającego tam i z powrotem nad brzegiem rzeki "wiedziałem, że jak wejdzie do wody, zostanie porwana przez silny prąd i utonie". W ułamku sekundy zawróciłem i przeniosłem ją na drugi brzeg. W tym momencie, patrząc w jej oczy po przekroczeniu wody, zobaczyłem w niej siebie: kogoś, kogo nikt nie chciał, o kogo nikt nie dbał, i zdałem sobie sprawę, że zakochałem się w niej. Razem pokonywaliśmy wszystkie przeszkody, spaliśmy w jednym namiocie i dzieliliśmy się posiłkami. Po zakończeniu wyścigu, nikt nie zgłosił się po nią. Co tylko wzmocniło mnie w przekonaniu że muszę coś zrobić. Chciałem ją zabrać ze sobą do domu, ale najpierw potrzebowała wizyty u weterynarza i innych rzeczy. Nie mogłem zostać na dłużej w Chinach, na szczęście lokalny człowiek zaoferował pomoc i powiedział że jak wszystko załatwi, zadzwoni. Minęło trochę czasu i dostałem druzgocącą wiadomość że zaginęła. Bez wahania postanowiłem wrócić do Chin i ją odnaleźć. Po przybyciu szybko zorganizowałem zespół poszukiwawczy, z pomocą ochotników. Powiesili plakaty w całym mieście, pytali się ludzi czy ktoś może ją widział, ale bez skutku. Czas mijał, a ja traciłem nadzieję, aż dostałem telefon od mężczyzny, który spacerował po parku, powiedział że widzi psa który jest podobny do tego na plakacie, bez chwili namysłu, pognałem na miejsce. Jak już dobiegłem, zauważyłem ją a ona mnie, wskoczyła mi w ramiona. Wtedy powiedziałam sobie że już jej nigdy nie zostawię. Mieszkaliśmy kilka miesięcy w Pekinie, gdy kończyliśmy niezbędne badania krwi i wyrabialiśmy jej paszport na powrót. Teraz Gobi mieszka w Szkocji, ze mną, moją żoną Lucją i kotką Larą.
O psie, który biegał
0.061321973800659