10
Naszła mnie ciekawa myśl, ale do rzeczy. Obecnie obserwujemy rozwój dwóch ścieżek ewolucyjnych, gdzie jedna tak naprawdę jest zależna od drugiej. Mamy ewolucje biologiczną, klasyczną zachodzącą w każdej żywej istocie, to po prostu w uproszczeniu, reakcje układu na zmienne środowiskowe. Mamy też drugą ewolucje, zachodzącą tylko w jednym gatunku znanym na naszej planecie, mianowicie u Nas, a mowa o rewolucji kulturowej. Wraz z rozwojem kultury i cywilizacji, ludzie zaczęli w coraz większym stopniu wpływać na własny rozwój ewolucyjny. Postęp technologiczny, medycyna i zmiany społeczne doprowadziły do sytuacji, w której presja selekcyjna przestała być wyłącznie dziełem natury. Przykładowo, dzięki opiece medycznej jednostki z cechami, które wcześniej mogłyby uniemożliwić przeżycie, mają dziś szansę na długie życie i przekazanie genów potomkom. W ten sposób kultura stała się nowym czynnikiem selekcyjnym, zmieniając kierunek ludzkiej ewolucji. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy wobec rosnącego tempa zmian kulturowych, które znacznie przewyższają tempo ewolucji biologicznej, ludzie nie przejdą lub nie będą zmuszeni  do celowej ingerencji w swój rozwój biologiczny. Rozbieżność między tymi dwiema formami ewolucji może prowadzić do poważnych napięć adaptacyjnych, które tylko inżynieria genetyczna, biotechnologia lub neurotechnologia będą w stanie rozwiązać.  Pytanie w meritum, gdzie nas to zaprowadzi? Trendy są zmienne, a postęp technologiczny wykładniczy, jeżeli się nie rozpierdolimy, nie zajebiemy jakimś cudem, czy za 200-300 lat, dalej ludzkość będzie czymś choć zbliżonym do tego co teraz? Zapraszam do dyskusji 
0.076925039291382