Dyskusje ogólne
1 r
52
To będzie mały wysrywa do dyskusji ogólnej wiec możesz pominąć
Pracuję od około 1,5 roku jako nauczyciel.
Uczę infy w kilku szkołach, miedzy innymi w podstawówce, liceum i najwięcej godzin mam w technikum elektryczno-informatycznym.
W większości widzę, że patologia polskiego systemu weszła w rodziców i dzieci pełną parą czyli "robienie absolutnego minimum" na lekcji, a potem lista korepetycji albo nauka w szkole i po niej bo matka słyszy, że tomuś z klasy jej synka ma korki z matmy, fizyki, rytmiki i chuj wie z czego jeszcze bo dzieciak nie ma własnego zdania tylko wole matki i chore ambicje do spełnienia.
ale od początku
Szkoła podstawowa jest we wsi niedaleko mnie to dzieciaki jak dostaną gościa co ich uczy czegoś więcej niż word, excel i power point to większości są zainteresowane. Szczególnie jak robie zajęcia z tego jak postawić serwer windows, zrobić małą sieć z kilku routerów, lapków i nia zarządzać albo jak pisać proste programy do automatyzacji pracy komputera w batch (pliki .bat) lub jak zrobić prostą stronę w html i osadzić na hostingu.
W liceum jest czasami podobnie z czego najwięcej są zainteresowani programowaniem i robieniem gier albo grafiki 2D/3D (trochę znam blendera to im tłumaczę jak zacząć, potem sami wchodzą w poradniki). Niestety już zaczyna się etap "księżniczki", czyli niektórzy nadal uważają, że nauczyciel będzie latał od ucznia do ucznia i wtłaczał wiedzę na siłę jak w podstawówce.
Siedzi taki książę i księżniczki, dłubią w telefonie, czasami spojrzą czy czegoś nauczyciel od nich nie chce, a potem jest zdziwienie bo jest jakieś zadanie do zrobienia. Ci, którym coś zależy nauczyli się sami odkładać, reszta ogarnęła, że bycie zombie nie popłaca dopiero jak wystawiłem połowie klasy szmaty. Żeby nie było wiem, że ten przedmiot jest dla nich dodatkowy dlatego to co mieli zrobić było nawet opisane w zadaniu, a zadanie to często był lekko przerobiony przykład, który dopiero co tłumaczyłem. Niestety przez media społecznościowe umiejętność koncentracji na dłuższy okres niż max 3 min. to teraz już rzadkość.
Pracuję od około 1,5 roku jako nauczyciel.
Uczę infy w kilku szkołach, miedzy innymi w podstawówce, liceum i najwięcej godzin mam w technikum elektryczno-informatycznym.
W większości widzę, że patologia polskiego systemu weszła w rodziców i dzieci pełną parą czyli "robienie absolutnego minimum" na lekcji, a potem lista korepetycji albo nauka w szkole i po niej bo matka słyszy, że tomuś z klasy jej synka ma korki z matmy, fizyki, rytmiki i chuj wie z czego jeszcze bo dzieciak nie ma własnego zdania tylko wole matki i chore ambicje do spełnienia.
ale od początku
Szkoła podstawowa jest we wsi niedaleko mnie to dzieciaki jak dostaną gościa co ich uczy czegoś więcej niż word, excel i power point to większości są zainteresowane. Szczególnie jak robie zajęcia z tego jak postawić serwer windows, zrobić małą sieć z kilku routerów, lapków i nia zarządzać albo jak pisać proste programy do automatyzacji pracy komputera w batch (pliki .bat) lub jak zrobić prostą stronę w html i osadzić na hostingu.
W liceum jest czasami podobnie z czego najwięcej są zainteresowani programowaniem i robieniem gier albo grafiki 2D/3D (trochę znam blendera to im tłumaczę jak zacząć, potem sami wchodzą w poradniki). Niestety już zaczyna się etap "księżniczki", czyli niektórzy nadal uważają, że nauczyciel będzie latał od ucznia do ucznia i wtłaczał wiedzę na siłę jak w podstawówce.
Siedzi taki książę i księżniczki, dłubią w telefonie, czasami spojrzą czy czegoś nauczyciel od nich nie chce, a potem jest zdziwienie bo jest jakieś zadanie do zrobienia. Ci, którym coś zależy nauczyli się sami odkładać, reszta ogarnęła, że bycie zombie nie popłaca dopiero jak wystawiłem połowie klasy szmaty. Żeby nie było wiem, że ten przedmiot jest dla nich dodatkowy dlatego to co mieli zrobić było nawet opisane w zadaniu, a zadanie to często był lekko przerobiony przykład, który dopiero co tłumaczyłem. Niestety przez media społecznościowe umiejętność koncentracji na dłuższy okres niż max 3 min. to teraz już rzadkość.
W technikum natomiast jest wyżej wspomniany etap najbardziej widoczny bo ich cały profil kreci się wokół tego. Wielu poszło na infę/programowanie z myślą "pogram sobie na komputerze te 5 lat" albo "moje jedyne zainteresowania to gry komputerowe to infa będzie dla mnie idealna".
Potem wchodzi taki człowiek i widzi listy specyfikacji sprzętu, protokoły i algorytmy itp. czyli w skrócie ból każdego obecnego polonisty MATEMATYKA !!!
Bo informatyka to kiedyś była dziedzina matematyki zajmująca się algorytmami i sprzętem elektronicznym do liczenia/wykonywania algorytmów, aż powstał komputer czyli nic innego jak "Maszyna licząca" czyli zaawansowany kalkulator z funkcją wyświetlania wyników obliczeń na kolorowym ekranie.
I tu chuj większość strzela bo miało być grzebanie w kabelkach, korzystanie z programów i robienie gier, a jest matma, jebanie się z kodem i grzebanie w protokołach aby powyższe kabelki miały co przesyłać, programy wiedziały jak obliczać, a gry wiedziały jakich mają przestrzegać zasad.
Najbardziej to widzę na algorytmice gdzie umiejętność programowania muszą połączyć z logicznym myśleniem co jest dla wielu problemem.
Wielu zostało wychowanych/wykształconych przez ludzi żyjących w komunie/postkomunie i tacy ludzie byli nauczeni, że jest tylko jedna dobra odpowiedź i ani myśl o innej. Natomiast tu dochodzi kwestia, że możesz mieć 15 różnych rozwiązań i wszystkie są poprawne bo w informatyce jedyne ważne jest tylko "czy dane rozwiązanie działa ?" i "czy rozwiązanie jest wydajne ?". Wtedy są dwa scenariusze:
1. cieszy się z wolności i sam szuka jak można to zrobić w inny sposób
2. boi się bo jak to tak może być więcej niż jedno rozwiązanie, którego nie przewiduje żaden klucz odpowiedzi ? jak tutaj ściągać ?!
Potem wchodzi taki człowiek i widzi listy specyfikacji sprzętu, protokoły i algorytmy itp. czyli w skrócie ból każdego obecnego polonisty MATEMATYKA !!!
Bo informatyka to kiedyś była dziedzina matematyki zajmująca się algorytmami i sprzętem elektronicznym do liczenia/wykonywania algorytmów, aż powstał komputer czyli nic innego jak "Maszyna licząca" czyli zaawansowany kalkulator z funkcją wyświetlania wyników obliczeń na kolorowym ekranie.
I tu chuj większość strzela bo miało być grzebanie w kabelkach, korzystanie z programów i robienie gier, a jest matma, jebanie się z kodem i grzebanie w protokołach aby powyższe kabelki miały co przesyłać, programy wiedziały jak obliczać, a gry wiedziały jakich mają przestrzegać zasad.
Najbardziej to widzę na algorytmice gdzie umiejętność programowania muszą połączyć z logicznym myśleniem co jest dla wielu problemem.
Wielu zostało wychowanych/wykształconych przez ludzi żyjących w komunie/postkomunie i tacy ludzie byli nauczeni, że jest tylko jedna dobra odpowiedź i ani myśl o innej. Natomiast tu dochodzi kwestia, że możesz mieć 15 różnych rozwiązań i wszystkie są poprawne bo w informatyce jedyne ważne jest tylko "czy dane rozwiązanie działa ?" i "czy rozwiązanie jest wydajne ?". Wtedy są dwa scenariusze:
1. cieszy się z wolności i sam szuka jak można to zrobić w inny sposób
2. boi się bo jak to tak może być więcej niż jedno rozwiązanie, którego nie przewiduje żaden klucz odpowiedzi ? jak tutaj ściągać ?!
I ten drugi typ jest kołkiem w dupie. Ja nie mam problemu, że uczeń korzysta z AI i chatgpt, ale żeby to zostało na samym poziomie korzystania, podpowiadania jak korzystać z danego programu/biblioteki, a nie zrzucania przymusu własnego myślenia na AI.
Wielu korzysta z AI jako źródło szybkiej odpowiedzi i odhaczenia zadania aby znowu wlepiać gałki oczne w telefon. Tylko np. w przypadku programowania lub nauki jak działają sieci to jedna lekcja jest nierozerwalnie połączona z kolejną i bazuje na poprzednich jak na fundamencie przez co jak nagle zrobię kartkówkę i zablokuję chatgpt poprzez blokadę na routerze to 3/4 klasy się momentalnie potrafi zesrać w gacie bo "jak to tak blokować chatgpt i inne AI ? jak będziemy ściągać ? jak będziemy nic nie dawać od siebie i oczekiwać cudów ?"
I tu dochodzimy do przyjemniejszej części bo w każdej 1/3 osób jest prawdziwymi informatykami / programistami i tych chce mi się uczyć. Niestety reszta też musi jakoś zdać więc trują dupę i muszę marność czas na powtórki bo panicze w domu nie potrafią poświęcić pół godziny z grania na tutorial z YT.
Gdy przyjdzie egzamin zawodowy to tylko o tą 1/3 jestem spokojny, że zdadzą na co najmniej minimum.
Kiedyś jak był wymóg nauki tylko 8 klas i egzaminy wstępne do szkół średnich to był moim zdaniem lepszy system bo jeśli ktoś chciał się edukować to sam pokazał na egzaminie wstępnym, że ma już jakąś wiedzę / zacięcie do danej dziedziny / prezentuje sobą jakiś poziom i warto go edukować.
Przy 8 klasach wychodzą młodzi z wiedzą/umiejętnościami wystarczającymi do życia. Może iść do pracy za zgodą rodzica i zobaczyć ile trzeba się najebać w januszexie aby dostać ochłapy czyt. minimalną i sam określi czy chce do szkoły średniej czy może wieczorowej zdobyć tylko zawód bo np. rodzice to patusy i musi mieć kasę aby stamtąd spierdalać albo aby samemu zobaczyć czym jest dorosłe życie bez wykształcenia/wiedzy/umiejętności.
Dodatkiem tego też byłoby, że odsiewalibyśmy debili co ślizgają się na dwójkach całe życie. Nauczyciele by dostali mniejsze klasy za to konkretne nastawione na zdobycie wiedzę co daje chęć do poszerzania własnej wiedzy i przekazywania tego nowym pokoleniom aby na start mieli więcej, umiejętności niż oni sami gdy kończyli.
Poziom szkół i edukacji by wzrósł bo tylko jednostki, które na prawdę ogarniają temat by miały wyższe wykształcenie więc można by przerabiać więcej złożonych tematów i zagadnień, a nie równać inteligentnych do poziomu klasowego idioty bo debil musi zdać jakąś szkołę. Sumarycznie byłby też koniec z pseudomagisterkami co więcej mają tytułów niż wiedzy.
Z drugiej strony szybko więcej młodych poszłoby do pracy zasilając budżet.
Wielu korzysta z AI jako źródło szybkiej odpowiedzi i odhaczenia zadania aby znowu wlepiać gałki oczne w telefon. Tylko np. w przypadku programowania lub nauki jak działają sieci to jedna lekcja jest nierozerwalnie połączona z kolejną i bazuje na poprzednich jak na fundamencie przez co jak nagle zrobię kartkówkę i zablokuję chatgpt poprzez blokadę na routerze to 3/4 klasy się momentalnie potrafi zesrać w gacie bo "jak to tak blokować chatgpt i inne AI ? jak będziemy ściągać ? jak będziemy nic nie dawać od siebie i oczekiwać cudów ?"
I tu dochodzimy do przyjemniejszej części bo w każdej 1/3 osób jest prawdziwymi informatykami / programistami i tych chce mi się uczyć. Niestety reszta też musi jakoś zdać więc trują dupę i muszę marność czas na powtórki bo panicze w domu nie potrafią poświęcić pół godziny z grania na tutorial z YT.
Gdy przyjdzie egzamin zawodowy to tylko o tą 1/3 jestem spokojny, że zdadzą na co najmniej minimum.
Kiedyś jak był wymóg nauki tylko 8 klas i egzaminy wstępne do szkół średnich to był moim zdaniem lepszy system bo jeśli ktoś chciał się edukować to sam pokazał na egzaminie wstępnym, że ma już jakąś wiedzę / zacięcie do danej dziedziny / prezentuje sobą jakiś poziom i warto go edukować.
Przy 8 klasach wychodzą młodzi z wiedzą/umiejętnościami wystarczającymi do życia. Może iść do pracy za zgodą rodzica i zobaczyć ile trzeba się najebać w januszexie aby dostać ochłapy czyt. minimalną i sam określi czy chce do szkoły średniej czy może wieczorowej zdobyć tylko zawód bo np. rodzice to patusy i musi mieć kasę aby stamtąd spierdalać albo aby samemu zobaczyć czym jest dorosłe życie bez wykształcenia/wiedzy/umiejętności.
Dodatkiem tego też byłoby, że odsiewalibyśmy debili co ślizgają się na dwójkach całe życie. Nauczyciele by dostali mniejsze klasy za to konkretne nastawione na zdobycie wiedzę co daje chęć do poszerzania własnej wiedzy i przekazywania tego nowym pokoleniom aby na start mieli więcej, umiejętności niż oni sami gdy kończyli.
Poziom szkół i edukacji by wzrósł bo tylko jednostki, które na prawdę ogarniają temat by miały wyższe wykształcenie więc można by przerabiać więcej złożonych tematów i zagadnień, a nie równać inteligentnych do poziomu klasowego idioty bo debil musi zdać jakąś szkołę. Sumarycznie byłby też koniec z pseudomagisterkami co więcej mają tytułów niż wiedzy.
Z drugiej strony szybko więcej młodych poszłoby do pracy zasilając budżet.
Jednakże dzieciaki to i tak mały chuj przy rodzicach. Dziecko nie ważne czy małe czy duże jest lustrem w swoich rodziców. Co też ci dorośli ludzie potrafią odpierdalać to czasami przebija poziom dzieciaków, ale to zasługuje na oddzielną dzidę