Dyskusje ogólne
1 r
379
Cztery lata później – dziękuję sobie"*
25 lipca skończę 34 lata. Ale dla mnie to coś więcej niż tylko urodziny. To również cztery lata odkąd przestałem pić. Cztery lata odkąd powiedziałem sobie: „Dość.” Cztery lata życia, które naprawdę czuję.
Ostatni raz napiłem się 24 lipca 2021 roku. Nie po prostu „napiłem się” – nawaliłem się. Strasznie. Pamiętam, jak płakałem na kolanach mojej żony – z bezsilności, wstydu, smutku. Byłem rozbity. Czułem się jak gówno. Nie znosiłem siebie. Nie chciałem być w swoim własnym towarzystwie. Szukałem akceptacji u ludzi, z którymi jedynym wspólnym mianownikiem był alkohol. A alkohol…? On nie dał mi nic. Nic oprócz pustki.
Pierwsze miesiące trzeźwości to był koszmar. Szczególnie trzeci miesiąc – święta, sylwester. Wszędzie przypomnienia tego, jak kiedyś „uciekałem” w butelkę. Ale nie uciekłem. Tym razem nie. Zostałem. Dla siebie. Dla rodziny. Dla dziecka, które miało przyjść na świat we wrześniu.
To właśnie moja żona i dzieci dali mi siłę. Oni byli moim powodem, kiedy sam jeszcze nie byłem dla siebie powodem.Te cztery lata to nie były tylko cztery lata bez alkoholu. To były cztery lata poznawania siebie od nowa. Nauczyłem się, że samo niepicie nie wystarczy. Problemy nie znikają – ale ja się nauczyłem je rozwiązywać. Świadomie. Na trzeźwo. Bez ucieczek.
Zwycięstwo to nie tylko trzeźwość. Zwycięstwo to świadomość. Zwycięstwo to równowaga między pracą a rodziną. To umiejętność bycia naprawdę obecnym, nie tylko fizycznie, ale i sercem.
Dziś, gdybym mógł powiedzieć coś temu chłopakowi, który miał 16 lat i myślał, że alkohol to odpowiedź na cokolwiek… powiedziałbym:
„To ci nigdy nie pomoże. A może zabrać Ci wszystko. I pamiętaj – nikomu nic nie musisz udowadniać. Jesteś wart miłości, jesteś wystarczający. Nawet jeśli sam jeszcze w to nie wierzysz.”
Cztery lata temu byłem na kolanach. Dziś stoję. Z podniesioną głową. I mówię sobie:
*Dziękuję. Że nie odpuściłem. Że dałem sobie szansę.*
25 lipca skończę 34 lata. Ale dla mnie to coś więcej niż tylko urodziny. To również cztery lata odkąd przestałem pić. Cztery lata odkąd powiedziałem sobie: „Dość.” Cztery lata życia, które naprawdę czuję.
Ostatni raz napiłem się 24 lipca 2021 roku. Nie po prostu „napiłem się” – nawaliłem się. Strasznie. Pamiętam, jak płakałem na kolanach mojej żony – z bezsilności, wstydu, smutku. Byłem rozbity. Czułem się jak gówno. Nie znosiłem siebie. Nie chciałem być w swoim własnym towarzystwie. Szukałem akceptacji u ludzi, z którymi jedynym wspólnym mianownikiem był alkohol. A alkohol…? On nie dał mi nic. Nic oprócz pustki.
Pierwsze miesiące trzeźwości to był koszmar. Szczególnie trzeci miesiąc – święta, sylwester. Wszędzie przypomnienia tego, jak kiedyś „uciekałem” w butelkę. Ale nie uciekłem. Tym razem nie. Zostałem. Dla siebie. Dla rodziny. Dla dziecka, które miało przyjść na świat we wrześniu.
To właśnie moja żona i dzieci dali mi siłę. Oni byli moim powodem, kiedy sam jeszcze nie byłem dla siebie powodem.Te cztery lata to nie były tylko cztery lata bez alkoholu. To były cztery lata poznawania siebie od nowa. Nauczyłem się, że samo niepicie nie wystarczy. Problemy nie znikają – ale ja się nauczyłem je rozwiązywać. Świadomie. Na trzeźwo. Bez ucieczek.
Zwycięstwo to nie tylko trzeźwość. Zwycięstwo to świadomość. Zwycięstwo to równowaga między pracą a rodziną. To umiejętność bycia naprawdę obecnym, nie tylko fizycznie, ale i sercem.
Dziś, gdybym mógł powiedzieć coś temu chłopakowi, który miał 16 lat i myślał, że alkohol to odpowiedź na cokolwiek… powiedziałbym:
„To ci nigdy nie pomoże. A może zabrać Ci wszystko. I pamiętaj – nikomu nic nie musisz udowadniać. Jesteś wart miłości, jesteś wystarczający. Nawet jeśli sam jeszcze w to nie wierzysz.”
Cztery lata temu byłem na kolanach. Dziś stoję. Z podniesioną głową. I mówię sobie:
*Dziękuję. Że nie odpuściłem. Że dałem sobie szansę.*