Żul Mietek, po całonocnej libacji, obudził się dopiero o czternastej. Pierwsze, co przyszło mu na myśl, to znalezienie w pobliżu jakichkolwiek resztek szczerozłotego trunku, który pomógłby mu poprawić humor. Przeszukał swoje podziurawione, lekko zarzygane i oszczane modne dresy z trzema paskami, licząc na znalezienie choćby grosza. Nagle jego palce natrafiły na coś twardego – złotówkę! Na twarzy Mietka pojawił się szczerbaty uśmiech, ale szybko zgasł, bo wiedział, że za złotówkę nie kupi ambrozji w puszce.
Postanowił więc wyjść ze swojej strefy komfortu. Opuścił legowisko i ruszył na ulicę, zaczepiając przypadkowych spacerowiczów z charakterystycznym, wesołym powitaniem. Gdy tylko zauważył ludzi, rzucał: "Kierowniku, poratuj złotóweczką, na bułkę!". Kilka osób przegoniło go ostrym "spierdalaj", ale w końcu trafił na pewnego mężczyznę. Mietek, w swoim zachlanym umyśle, pomyślał: "Kto to jest, kurwa? Syn Kulczyka, kurwa, miliarder?". Ku jego zdziwieniu, człowiek ten poratował go nie złotówką, a piątką. Uradowany menel podziękował, mówiąc: "Dziękuję bardzo, kierowniku, i dobrego dnia!".
Po tym, jak mógł, szybkim krokiem (na tyle, na ile pozwalały mu nogi po całonocnej libacji) ze szczerbatym uśmiechem pokonał drogę do sklepu. Piątkę, w zarzyganych spodniach, trzymał niczym cenny artefakt. Wszedł do sklepu i od razu zagadnął kasjerkę: "Kierowniczko, Harnasia bym prosił!". Dostał zimnego, oszronionego. Czym prędzej zapłacił i udał się w bezpieczne miejsce, gdzie straż miejska go nie znajdzie. Otworzył puszkę i bez pośpiechu wlał zawartość do swojego zachlanego gardła, czując się bezpiecznie wśród drzew i krzewów na pobliskiej działce. Wypiwszy całość, zgniótł puszkę i schował do kieszeni, bo przecież miał jeszcze na kolejne piwo!
Postanowił więc wyjść ze swojej strefy komfortu. Opuścił legowisko i ruszył na ulicę, zaczepiając przypadkowych spacerowiczów z charakterystycznym, wesołym powitaniem. Gdy tylko zauważył ludzi, rzucał: "Kierowniku, poratuj złotóweczką, na bułkę!". Kilka osób przegoniło go ostrym "spierdalaj", ale w końcu trafił na pewnego mężczyznę. Mietek, w swoim zachlanym umyśle, pomyślał: "Kto to jest, kurwa? Syn Kulczyka, kurwa, miliarder?". Ku jego zdziwieniu, człowiek ten poratował go nie złotówką, a piątką. Uradowany menel podziękował, mówiąc: "Dziękuję bardzo, kierowniku, i dobrego dnia!".
Po tym, jak mógł, szybkim krokiem (na tyle, na ile pozwalały mu nogi po całonocnej libacji) ze szczerbatym uśmiechem pokonał drogę do sklepu. Piątkę, w zarzyganych spodniach, trzymał niczym cenny artefakt. Wszedł do sklepu i od razu zagadnął kasjerkę: "Kierowniczko, Harnasia bym prosił!". Dostał zimnego, oszronionego. Czym prędzej zapłacił i udał się w bezpieczne miejsce, gdzie straż miejska go nie znajdzie. Otworzył puszkę i bez pośpiechu wlał zawartość do swojego zachlanego gardła, czując się bezpiecznie wśród drzew i krzewów na pobliskiej działce. Wypiwszy całość, zgniótł puszkę i schował do kieszeni, bo przecież miał jeszcze na kolejne piwo!