2
Rozdział 1
- Swoją drogą, nazywam się Adam - powiedział chłopak. - Na początek chciałem zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, chciałbym ci serdecznie podziękować za uratowanie mi życia. Gdyby nie ty, pewnie by mnie coś tam zjadło. - Kiedy to mówił, brodacz dołożył do piecyka. W pomieszczeniu zrobiło się cieplej i jaśniej. -Nie ma sprawy, młody. - Teraz, przy lepszym świetle, widać było, że jego jasnoniebieskie oczy spoglądały z zaciekawieniem na chłopaka. - Po drugie, chciałbym zapytać, jak się nazywasz, lub chociaż dowiedzieć się, jak mam do ciebie mówić? - Możesz mi mówić Scyzor. - Mówiąc to, jego nieruchome do tej pory kąciki ust podniosły się w nieśmiałym uśmiechu. - Powiedz, co cię sprowadza na to leśne, opuszczone przez Boga i Diabła zadupie? - Powiedziawszy to, zamilkł na jakiś czas, lecz po chwili kontynuował: - Albo wiesz co? - zaczął znowu mówić. - Nie mów. Porozmawiamy jutro, teraz odpoczywaj. - Dzięki.
Stary stalker zasnął bez problemu, prawie jakby wcale w jego domu, na łóżku obok niego, nie spał nieznajomy, który w praktycznie każdej chwili mógłby jednym krótkim susem doskoczyć do jego łóżka, po czym związać go lub nawet zabić jednym celnym uderzeniem w gardło. Lecz on, pomimo tego niebezpieczeństwa, spał niczym zabity.W pewnym momencie, niedaleko jego chaty, uderzył silny piorun. To zbudziło Adama, który zerwał się na proste nogi, cały zlany potem: - Cholera jasna, nawet tu mnie musisz męczyć?! - wykrzyczał, chociaż w promieniu dziesiątek kilometrów nie było nikogo, kto by mógł go wysłuchać. - Zamknij się! Zamknij się, powiedziałem! Spieprzaj ode mnie w cholerę! - Wykrzyknąwszy to, chłopak przysiadł na brzegu swojego łóżka. Z zaniepokojeniem spojrzał na kanadyjkę obok, lecz Scyzor dalej spał. Adam zaczął się rozglądać dookoła. Dwa łóżka stały po dwóch przeciwnych stronach niedużej, ale wydajnej kozy. Dawała ona przyjemne ciepło i żółte światło, które oświetlało sporą część pomieszczenia. Samo pomieszczenie od środka przypominało chatkę hobbita, tyle że z wyższym stropem. Gdy o tym pomyślał, przypomniał mu się rodzinny dom oraz to, jak czytał tę książkę przed snem. „Może jeszcze kiedyś przyjdzie mi tam powrócić”  pomyślał. Na ścianach wisiały wypchane głowy najróżniejszych zwierząt. Na części z nich widać było wyraźny ząb czasu, lecz były wykonane profesjonalną ręką. Przedstawiały różnorodną gamę zwierząt sprzed Armagedonu. Reszta zaś była nowsza, ale wykonana amatorskimi dłońmi. One przedstawiały dziwaczne kreatury można było w ich rysach odnaleźć najróżniejsze zwierzęta, od ryb po coś w rodzaju słonia. Niektórzy mówili na nie „hybrydy”, inni „demony”, ale większość po prostu: mutanty. Za plecami Scyzora widniała zdobiona szafa z twardego drewna i z grubymi szybami. W niej natomiast widać było najróżniejsze rodzaje broni od Makarowa, przez AK-74 z dołożonymi szynami montażowymi, aż po długiego Mosina z zamontowaną nowoczesną lunetą. „Jednak nie jest taki beztroski, skoro śpi po stronie szafy na broń”  wpadło mu do głowy. W tym momencie z powrotem dopadło go zmęczenie po podróży. Gdy tylko położył głowę na poduszce, od razu zasnął.
0.071635961532593