12
Historia od znajomego starego elektryka Mietka

Lata 1980-90 (mniej więcej), robi w januszexie, nocna zmiana na utrzymaniu ruchu. On, stary majster i jego kumpel z roboty siedzą w swojej kanciapie i czekają aż coś się spierdoli, a pierdoliło się co noc to mieli pracę bo janusz miał w dupie BHP i lepszy sprzęt.

Mietek i jego kumpel Ryszard grają w karty, popijają herbatkę z prądem, a majster śpi wkomponowany w meblościankę z narzędziami, gdyby nie rytmiczne chrapianie nie wiedziałbyś, że tam ktoś jest. Morda i ręce wysmarowane smarem, starym olejem, brudem i niechęcią do mydła robiły za kamuflaż. W nocy tylko po zapachu mogłeś wyczuć gdzie jest. 

Noc zapowiada się spokojna, na chali się darli bo się dwa patusy o palete bili, kierownik wkurwiony bo musiał przez nich siedziec darmowe nadgodziny rzucił w nich młotkiem. Spokój, tylko ruch maszyn, standard. 

Niestety nagle hałas ścisza się, do kanciapy wchodzi wkurwiony kieras
- e 1/3 maszyn stoi, a wy se gracie ? zapierdalać do roboty
Poszli, wyjebało bezpieczniki aż się kable popaliły. Stary sprzęt, stare kable pamiętajace jak jaruzelski miał włosy to nic dziwnego, że większych maszyn nie ucięgnęły. No nic trza coś zrobić, odpalili po fajce, odłączyli prąd na tamtą część budynku i ruszyli. 
Ryszard miał wziąć się do roboty, ale Mietka coś tknęło i kazał Ryśkowi grzebać śrubokręctem zamiast rękawicą i dobrze zrobił.

Na planach nie było informacji, że niektóre kable obchodzą bezpieczniki. Jak jebło to mieteka pozbawiło na lata monobrwi, słuchu w prawym uchu, a fajka z spaliło do mordy zostawiając bliznę. Ryśka natomiast jako, że to jego srubokręt zrobił spięcie wyjebało 5 metrów do tyłu, łapa całą poparzona, buty stopione, włosów nie ma, a skóra schodziła mu z prawej ręki razem z koszulą.
Natomiast śrubokręt o długości około 20cm skrócił się do 2cm.

Światło zgasło, fabryka stanęła, w ciszy słychać tylko rozmowy pracowników. Kieras szybko ogarnął jakieś światło, zadzwonił po pogotowie, policję, straż pożarną bo się zaczęło coś jarać itp.

Mietek poleżał w szpitalu kilka tygodni, aż się upewnili, że poza bliznami nic mu nie jest. Rysiek przeżył, ale do roboty nie wrócił.

Natomiast cyrk dział się podczas ich pobytu w szpitalu. Fabryka stałą dobry miesiąc, biegli szukali przyczyny pożaru bo janusz chciał wybulić odszkodowanie, ale wybulił sobie wyrok. Znaleźli, że janusz nie płacił za prąd. Podpiął się na lewo do szkoły zawodowej co była obok i ciągnął ile się dało.
 
I teraz najlepsze, lewe podpięcie robił ojciec mietka, ale nie ostrzegł syna o tym bo był zbyt najebany, gdy skręcał kabelki podczas remontu w zawodówce aby to pamiętać.

Janusz był ugadany z dyrektorem szkoły i brał kasę za to co mięsiąc. Na lewo wyciągneli niezłą fortunę, gdy wyszło spierdolili zagranicę, fabryka stała potem pusta, teraz to ruina. Sprawa przycichła, ludzie zapomnieli, janusz wrócił. Zamieszkał w sąsiedniej wsi.

I odjebał ten sam numer, ale z kościołem i księdzem, znowu przyżydził na kablach XD
0.29775500297546