KRONIKI CHARLIEGO JAMNIORA
Tom I: Furia Czterech Łap i Cień Działkowego Gruzu
---
Rozdział I – Wezwanie
Niektórzy mówią, że to po prostu pies.
Ale nie widzieli, jak stoi na lusterku auta, niczym demoniczny zwiadowca, którego łapy dopiero co dotknęły świętego asfaltu.
Gdy Charlie, syn furii, opuszcza dom, jego sierść drży nie z zimna, lecz od napięcia bitewnego. Pancia ledwie zdążyła zapiąć pas, a już jej ręka została brutalnie wyrwana z barku niczym tarcza z rąk młodego giermka.
Charlie nie chodzi – on manifestuje obecność.
W samochodzie milczy, jakby odliczał sekundy do bitwy.
Ale wystarczy zaciągnąć ręczny...
…i jamnior w jednej chwili materializuje się przy drzwiach, gotów do desantu na pierwszą przeszkodę, żywą lub martwą.
---
Tom I: Furia Czterech Łap i Cień Działkowego Gruzu
---
Rozdział I – Wezwanie
Niektórzy mówią, że to po prostu pies.
Ale nie widzieli, jak stoi na lusterku auta, niczym demoniczny zwiadowca, którego łapy dopiero co dotknęły świętego asfaltu.
Gdy Charlie, syn furii, opuszcza dom, jego sierść drży nie z zimna, lecz od napięcia bitewnego. Pancia ledwie zdążyła zapiąć pas, a już jej ręka została brutalnie wyrwana z barku niczym tarcza z rąk młodego giermka.
Charlie nie chodzi – on manifestuje obecność.
W samochodzie milczy, jakby odliczał sekundy do bitwy.
Ale wystarczy zaciągnąć ręczny...
…i jamnior w jednej chwili materializuje się przy drzwiach, gotów do desantu na pierwszą przeszkodę, żywą lub martwą.
---
Rozdział II – Twierdza Altana
Wjazd na działkę to nie weekend – to kampania wojenna.
Gdy tylko karawana (marki kompaktowej, ale z klimatyzacją) zatrzymuje się przy bramie, Charlie wie, że to nie czas na zabawę.
Rzucasz hasło:
> – Dobra, idź.
I wtedy... nie biegnie.
Nie galopuje.
Wybucha.
Rozsadza przestrzeń niczym pocisk magicznej furii.
Nie ogląda się za siebie. Dla niego istnieje tylko teraz – i kierunek, w którym padło jego wzrokosłuchozmysłowe zainteresowanie.
Nie musisz wiedzieć, gdzie jest.
Słyszysz.
Nie tupał łapek.
Bębny.
Wojny.
---
Wjazd na działkę to nie weekend – to kampania wojenna.
Gdy tylko karawana (marki kompaktowej, ale z klimatyzacją) zatrzymuje się przy bramie, Charlie wie, że to nie czas na zabawę.
Rzucasz hasło:
> – Dobra, idź.
I wtedy... nie biegnie.
Nie galopuje.
Wybucha.
Rozsadza przestrzeń niczym pocisk magicznej furii.
Nie ogląda się za siebie. Dla niego istnieje tylko teraz – i kierunek, w którym padło jego wzrokosłuchozmysłowe zainteresowanie.
Nie musisz wiedzieć, gdzie jest.
Słyszysz.
Nie tupał łapek.
Bębny.
Wojny.
---
Rozdział III – Wykopaliska Grozy
Niech Bóg broni, jeśli pod ziemią coś się ruszyło.
Charlie nie będzie kopać – Charlie będzie wydobywał zło.
Jakby sam Gandalf powiedział mu:
> – Tam, pod śliwką, śpi demon szkła. Obudź go. I zabij.
Łapy pracują jak młoty krasnoludzkiej kopalni. Ziemia wylatuje w powietrze, trawa umiera od hałasu, a pancia tylko patrzy z przerażeniem.
I wtedy... brzdęk.
Nie, nie złoto.
Nie artefakt.
GRUZ.
I szkło, które błyszczy w słońcu jak ząb trolla.
Patrzy. Ostrzy się. Czeka.
A Charlie?
Patrzy mu w oczy i warczy.
Nie połamiesz mi łapy, szklany demonie, dziś jeszcze zatańczę na twoich zgliszczach.
I tak też się stało.
---
Rozdział IV – Złamana Komenda
– Dość – rzucasz.
Ale on nie zna tego słowa.
To nie pies.
To żywy traktor chaosu.
Trzeba go zahaczyć – dosłownie – do ciągnika, by przerwać jego bitwę z własną legendą.
Na ziemi – cztery bruzdy, jakby sam Balin prowadził ofensywę na warzywnik.
W oczach Charliem czai się furia i świętość.
Bo on wie, że nie odnalazł dz
iś wszystkich ogrów.
Jeszcze gdzieś są.
Niech Bóg broni, jeśli pod ziemią coś się ruszyło.
Charlie nie będzie kopać – Charlie będzie wydobywał zło.
Jakby sam Gandalf powiedział mu:
> – Tam, pod śliwką, śpi demon szkła. Obudź go. I zabij.
Łapy pracują jak młoty krasnoludzkiej kopalni. Ziemia wylatuje w powietrze, trawa umiera od hałasu, a pancia tylko patrzy z przerażeniem.
I wtedy... brzdęk.
Nie, nie złoto.
Nie artefakt.
GRUZ.
I szkło, które błyszczy w słońcu jak ząb trolla.
Patrzy. Ostrzy się. Czeka.
A Charlie?
Patrzy mu w oczy i warczy.
Nie połamiesz mi łapy, szklany demonie, dziś jeszcze zatańczę na twoich zgliszczach.
I tak też się stało.
---
Rozdział IV – Złamana Komenda
– Dość – rzucasz.
Ale on nie zna tego słowa.
To nie pies.
To żywy traktor chaosu.
Trzeba go zahaczyć – dosłownie – do ciągnika, by przerwać jego bitwę z własną legendą.
Na ziemi – cztery bruzdy, jakby sam Balin prowadził ofensywę na warzywnik.
W oczach Charliem czai się furia i świętość.
Bo on wie, że nie odnalazł dz
iś wszystkich ogrów.
Jeszcze gdzieś są.
Rozdział V – Cichy Triumf
W aucie nie triumfuje.
Nie szczeka.
Nie wygląda.
Wie, że wraca z misji.
Brudny. Zmęczony.
Ale wewnętrznie... zadowolony.
Pancia patrzy na niego, jakby chciała powiedzieć:
> – No znowu… i znów kopałeś pod malinami, no ile można…
Ale milczy.
Bo w głębi duszy, wie jedno:
Gdyby nie on…
Gdyby nie Charlie Jamnior, Obrońca Działki i Zguba Szkła,
to może dziś ona – pancia – nie wróciłaby z życiem.
---
Epilog
W oknie siedzi.
Nie dlatego, że chce.
Tylko dlatego, że wie.
Nie ma spokoju. Nie ma wakacji.
Bo nawet wśród grilla i leżaka, zło czeka.
A jamnior czuwa
W aucie nie triumfuje.
Nie szczeka.
Nie wygląda.
Wie, że wraca z misji.
Brudny. Zmęczony.
Ale wewnętrznie... zadowolony.
Pancia patrzy na niego, jakby chciała powiedzieć:
> – No znowu… i znów kopałeś pod malinami, no ile można…
Ale milczy.
Bo w głębi duszy, wie jedno:
Gdyby nie on…
Gdyby nie Charlie Jamnior, Obrońca Działki i Zguba Szkła,
to może dziś ona – pancia – nie wróciłaby z życiem.
---
Epilog
W oknie siedzi.
Nie dlatego, że chce.
Tylko dlatego, że wie.
Nie ma spokoju. Nie ma wakacji.
Bo nawet wśród grilla i leżaka, zło czeka.
A jamnior czuwa