Dyskusje ogólne
1 r
24
Siedze sobie teraz w klinice w Warszawie. Pies ma ściągany płyn z płuc, pewnie usunę ten wpis zanim wystawie ale to pomyśle w trakcie. Sytuacja jest do dupy, zbiera mu się płyn w opłucnej, ma nowotwór kości, miał cementoplastyke gdzie wet dał dupy i tak skończyło się amputacją. Pewnie będzie to jego koniec niestety. Dzisiaj jeszcze idzie na diagnostykę co można z tym zrobić ewentualnie. Witalność ma, ale co z tego jak zaraz zacznie się dusić. Psy nie żyją tyle co ludzie, ale nie dożyje on nawet dekady w tym stanie. Oczywiście z całej jego famili tylko jemu to się przytrafiło. Nowotwór to jest największe gówno. Kto miał w domu pacjenta onkologicznego ten pewnie rozumie jeśli nim się trzeba opiekować . Jakoś pociągnął te kilka miesięcy na chemii, chociaż to i tak cholernie krótko. Nie wiem czemu to pisze, pewnie żeby zająć myśli tym swoim wysrywem. Przeżył w sumie dobre życie, natrzaskał setki kilometrów, gdzie psy zamknięte na podwórku mogą mu zazdrościć takiego przebiegu i miejsc które odwiedził. Człowiek często za bardzo się przywiązuje.